Zdrowe nawyki

Sukces w nawykach: wywiad z Maciejem z bloga “Wolnym być”.

Odkrywamy nawyki ludzi sukcesu. Nawyki, które pozwalają osiągać cele i realizować marzenia, które są w zasięgu ręki każdego z nas. Bohaterowie moich wywiadów to właśnie udowadniają – że przy pomocy odpowiednich nawyków możesz sięgnąć po nowe, lepsze, piękniejsze życie – możesz osiągnąć sukces. Wszystko zależy od nawyków, które stosujesz.

Kim jest Maciej? Bohater pierwszego wywiadu “Sukces w nawykach”

Sam o sobie pisze tak:

Kim jestem? Mężem, ojcem, pracownikiem korporacji. Przedsiębiorcą i sportowcem-amatorem. Aktywnym… rentierem, wolnym finansowo od 34. roku życia. Osobą, która mimo życia w świecie przesiąkniętym konsumpcją, odkryła nową drogę – prostszą, wolną od większości zachcianek, które świat naokoło próbuje we mnie wykreować.

Mój pierwszy gość jest osobą, którą obserwuję od bardzo dawna. Jeszcze zanim zaczęłam myśleć o własnym blogu Maciej już istniał w blogosferze i opowiadał o tym jak osiąga swoje cele. Był dla mnie niezwykłą inspiracją. Osobą, która zmotywowała mnie do działania i sprawdziła, że sama zapragnęłam stać się wolna finansowo. Do dziś śledzę jego poczynania, szczególnie te sportowe i czerpię z nich motywację. Jest mi niezmiernie miło, że zgodził się podzielić się z Wami składnikami swojego sukcesu.

Paulina: Maćku, jesteś osobą, która łączy bardzo dużo obszarów w swoim życiu. Jesteś aktywny fizycznie. Dbasz o to, co jesz. Pracujesz, sam remontujesz mieszkania na wynajem (to niesamowite, że wszystko zrobiłeś sam!) prowadzisz bloga i wychowujesz dwie córki.

To kwestia samozaparcia, dobrego zorganizowania czy raczej silna wewnętrzna potrzeba bycia aktywnym? Co sprawia, że odnosisz sukces na tak wielu polach równocześnie?

Maciej: To nie tak, że wszystko robię sam. Gdyby nie moja lepsza połówka, w wielu tematach nadal miałbym dwie lewe rączki i sam w życiu nie udźwignąłbym tylu aktywności jednocześnie. Magda bardzo aktywnie uczestniczy w niemal wszystkim, co później przypisuje się mi. I jestem przekonany, że bez takiego wsparcia nie miałbym co marzyć o byciu tu, gdzie jestem.

Na te wszystkie małe i większe osiągnięcia składa się też masa czynników… I pewnie najtrafniejszej odpowiedzi udzieliłby jakiś psycholog po przeanalizowaniu mojego dotychczasowego życia i powodów, dla których jestem jaki jestem :)

Jeśli sam miałbym wskazywać powody, to na pierwszym miejscu postawiłbym ciekawość świata. Ja po prostu lubię próbować, uczyć się nowych rzeczy, wiedzieć co, jak i dlaczego. Uważam, że większość rzeczy jest osiągalna dla niemal każdego, kto ma chęć zainwestować nieco swego czasu na zgłębianie danego tematu.

Nigdy nie będę (nigdy nie mów nigdy!) zawodowym sportowcem, ale wierzę, że przebiegnięcie 100 km oraz ukończenie zawodów triathlonowych na dystansie pełnego IM jest wykonalne, o ile nie mierzę w podium.

Nie wyremontowałbym zabytkowego pałacu, ale wykończenie nowego mieszkania oddanego w stanie deweloperskim już jest w zasięgu większości ludzi z techniczną smykałką. O ile człowiek nie boi się włożyć w to nieco wysiłku – i tutaj chyba docieramy do kolejnego punktu. Jestem pracowity i obowiązkowy, chyba aż do przesady.

Jeśli już się czegoś podejmuję, rzadko się poddaję, a w większości przypadków osiągam obrany cel. A ponieważ już wiele ich osiągnąłem, to wierzę w siebie… i tak koło się zamyka.

Chętnie podejmuję ciekawe, ambitne tematy, wkładam w nie odpowiednio dużo pary. I dzięki kolejnym mini-sukcesom wierzę, że kolejne wyzwanie również zrealizuję, mimo potencjalnych trudności. Lubię o sobie myśleć jako o człowieku renesansu, chociaż to może zbyt daleko idący wniosek. Jakby tego nie nazwać, działam w różnych obszarach. Nie lubię zamykać się w jednej, wąskiej specjalizacji, mimo że zdaję sobie sprawę, że mogłoby to być najbardziej optymalne finansowo. Nie wszystko jednak warto, co się opłaca i nie wszystko, co się opłaca, warto.

Paulina: Czy stosujesz jakieś poranne rytuały, które pozwalają Ci zmobilizować się do działania i skoncentrować na zadaniach już od rana?

Na tym etapie chyba nie potrzebuję niczego takiego. Na przestrzeni lat wypracowałem w sobie na tyle wysoką samodyscyplinę, że codzienny budzik o 6:00 rano (okresowo nawet 5:30), po którym od razu zabieram się do pracy (względnie: sportu) to coś, co weszło mi w krew. Podobno po miesiącu wykonywania danej czynności staje się ona nawykiem i wykonuje się ją niemal automatycznie. Jak jednak osiągnąć ten etap? To już nie jest łatwe pytanie. Do sportu zabierałem się w swoim życiu pewnie z 10 razy i dopiero 3 lata temu wkręciłem się na tyle, że teraz nie umiem sobie wyobrazić życia bez rozmaitych aktywności. Kiedyś sam lubiłem w weekend pospać do 9-tej (albo i 10-tej :)), a niemal każdy wieczór obfitował w oglądanie filmów, granie w gry i popijanie piwa.

W miarę odkrywania obszaru rozwoju osobistego zacząłem być bardziej uważny i intencjonalny w tym, co robię. Zauważam pewne schematy i wyciągam z nich wnioski.

Jak chociażby taki, że jeśli pójdę spać po 23-ej, to pobudka o 6-tej rano będzie ciężka. Lub: jeśli nie zaplanuję sobie konkretnych zadań na następny dzień, będzie on mało produktywny. A jeśli wykonam najbardziej wymagające zadania z samego rana, moja produktywność strzela w kosmos. Poranny trening pomaga mi naładować się endorfinami na cały dzień. A realizacja największych tematów do południa sprawia, że jestem z siebie zadowolony i mogę poświęcić więcej czasu bliskim w drugiej części dnia.

Obserwuję schematy i wyciągam z nich wnioski. Mam wizję nagrody (nawet, jeśli jest nią po prostu subiektywna świadomość przeżycia kolejnego, dobrego dnia) i ona motywuje mnie do pracy. Wystarczająco wiele razy dzień przeleciał mi nie wiadomo kiedy… A ja szedłem spać z poczuciem, że w zasadzie nic produktywnego nie zrobiłem. A jak już ustaliliśmy, jestem pracowitym i ambitnym stworzeniem, więc to nie jest idealny scenariusz, który chciałbym powtarzać w nieskończoność.

Myślę też, że w rozwoju tej obowiązkowości pomogła mi praca zdalna, którą wykonuję od kilku lat. Kiedy zorientowałem się po raz któryś, że jest godzina 17-ta, a ja nadal siedzę w pidżamie przed komputerem, nie wiem nawet jaka jest pogoda i nie mogłem sobie przypomnieć, czy chociaż umyłem tego dnia zęby, stwierdziłem że czas to zmienić. Pracy zdalnej trzeba się nauczyć. I ta nauka wymusiła na mnie wdrożenie wielu porannych nawyków, z których korzystam również wtedy, kiedy nie pracuję. Kiedy nad Tobą nie ma nikogo, kto wskazuje Ci kolejne zadania do wykonania, to albo toniesz w oceanie lenistwa, albo sam nakładasz sobie pewien kaganiec. A wtedy wymuszasz na sobie określone zachowania. Ja wybrałem ten drugi scenariusz.

Paulina: Czy pamiętasz jakie nawyki dotyczące oszczędzania pojawiały się w Twoim domu rodzinnym? W jakim stopniu Twój sukces jest wynikiem Twoich samodzielnych przemyśleń? Na ile jest kontynuacją tego, czego zostałeś nauczony w domu?

Nie pamiętam, żebyśmy rozmawiali w domu o pieniądzach – a na pewno nie był to otwarty, często poruszany temat. Nigdy nie wiedziałem, ile rodzice zarabiają, w jaki sposób wydają pieniądze i jak wygląda nasz budżet domowy. Przez wiele lat byłem więc finansowym analfabetą, który widział głównie to, że po roku 1989 oboje rodziców zachłysnęli się możliwościami, które nagle otworzyły się w naszym kraju i bardzo dużo pracowali. Jednocześnie, z czasem zacząłem zauważać, że byli oszczędni – w niektórych aspektach aż za bardzo.

Pamiętam, że dostawałem kieszonkowe (nie wiem, od jakiego wieku i w jakiej wysokości), ale nigdy nie były to duże pieniądze i raczej czułem, że mam mniej niż znajomi (chociaż to mogło być subiektywne). Z drugiej strony, rodzice zadbali o moje wykształcenie (co z kolei umożliwiło mi zarabianie dużych pieniędzy w młodym wieku), a także nie odmawiali wydatków, o ile widzieli w nich wartość (chociażby: zagraniczne obozy młodzieżowe, obozy żeglarskie, lekcje angielskiego czy pływania). Jestem pewien, że moja oszczędność w pewnym stopniu wynika właśnie tego, co obserwowałem w domu, ale w pewnym momencie wybrałem swoją drogę i żyję w inny sposób, niż moi rodzice. Ciężko mi wytłumaczyć, skąd w wieku 20-kilku lat pojawiła się u mnie ciekawość w obszarze finansów, oszczędności czy wolności finansowej.

Jestem jednak pewien, że wielką wartość wniosło moje poznanie się z Magdą. Oprócz tego, że pojawiła się chemia i motylki w brzuchu, to po pewnym czasie okazało się, że podobnie patrzymy na świat. Również w aspektach finansowych. Oboje byliśmy oszczędni i dzięki temu nie musieliśmy walczyć o dogrywanie się w temacie budżetu rodzinnego. Zamiast tego po prostu budowaliśmy na tym, co mieliśmy wspólnego. To naprawdę przyspiesza cały proces dążenia do wolności finansowej.

Paulina: Jesteś osobą mocno aktywną sportowo. Śledząc Twojego instagrama widać od razu, że sport jest dla Ciebie ważny. Jakie codzienne nawyki ułatwiają Ci ćwiczenia?

(Instagram Maćka możecie podejrzeć TUTAJ.)

Na początek muszę wyjaśnić, że od jakiegoś czasu odciąłem się całkowicie od mediów społecznościowych (w tym od Instagrama) i bardzo mi z tym dobrze. Ze sportem było u mnie bardzo w kratkę i w zasadzie można powiedzieć, że do mniej więcej 30-ego roku życia byłem kanapowym kartoflem, który przez większość dnia wpatrywał się w ekran monitora lub telewizora, a wieczorem popijał piwo. Wszystko się zmieniło po urodzeniu pierwszego dziecka, co mniej więcej zbiegło się z rozpoczęciem przeze mnie pracy zdalnej. Szybko okazało się, że owszem – dzieci są wspaniałe – ale z 24 godzin, jakie ma doba, warto też wygospodarować chociaż mały skrawek czasu dla siebie.

I tak chyba zaczęła się moja przygoda ze sportem, który był oderwaniem od codzienności i okazją do tego, żeby raz na jakiś czas wyjść na godzinę czy dwie. To czas w którym resetowałem się fizycznie i – chyba przede wszystkim – psychicznie. Z czasem odkryłem satysfakcję, jaką daje dobry trening i zacząłem obserwować pozytywne skutki zdrowotne.

Nie mówiąc o tym, że ni stąd ni zowąd okazało się, że ja – astmatyk, który od zawsze zarzekał się, że po pierwszym przebiegniętym kilometrze wypluje płuca – mam całkiem niezłe predyspozycje do sportów wytrzymałościowych. Zaledwie rok po pierwszym treningu biegowym przebiegłem pierwszy maraton poniżej 4 godzin… a takie sukcesy motywują do dalszej pracy, prawda?

Dzisiaj sport jest moim nawykiem. Żeby nie powiedzieć: uzależnieniem… Ale ja również mam dni, w których po prostu mi się nie chce. Wtedy jednak przypominam sobie o tym, że jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mi się żałować, że jednak się przełamałem i zrobiłem trening. Za każdym razem jednak, kiedy machnąłem na niego ręką bez konkretnego powodu, pod wieczór żałowałem tej decyzji. A i w ciągu dnia niejednokrotnie chodziłem jak struty.

Lubię też różnorodność. Nie zamykam się w świecie biegowym. Również pływam, jeżdżę na rowerze, a także łączę wszystkie te dyscypliny i biorę udział w zawodach triathlonowych. Od czasu do czasu robię też sobie typowy trening siłowy.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że robię to dla własnej satysfakcji (i dla zdrowia, oczywiście). Nie dla wyników; nie mam żadnego trenera ani planu treningowego, nie robię nic na siłę. Wychodzę biegać nie wiedząc jeszcze, czy przebiegnę 10 czy 20 km – to zależy od tego, jak mi się będzie biegło.

Jeśli czuję, że nie mam ochoty na dany trening, wybieram inny i dzięki temu nie wpadam w rutynę.

Paulina: Mówi się, że dieta odpowiada za nasze ciało w 70 %, 30% to aktywność fizyczna. Co w Twoim odczuciu ma największy wpływ na Twoje samopoczucie psychiczne i fizyczne: właściwa dieta czy jednak wysiłek fizyczny? Które nawyki?

Mimo, że mam umysł ścisły i lubię liczby, staram się unikać takich uogólnień. Uważam, że najważniejsza jest równowaga, a ta dla każdego jest czymś innym. Lubię patrzeć na ten temat szeroko i uwzględniać również takie tematy jak medytacja, psychologia, rozwój osobisty czy relacje z ludźmi. To wszystko naczynia powiązane i nie da się efektywnie, na długą metę zastąpić jednego elementu innym. Ponadto każdy z nas jest inny. I jego ‘wzór’ na ten mityczny, życiowy balans jest inny, a do tego zmienny w czasie. Sam nadal nad nim pracuję i myślę, że jeszcze wiele lat upłynie, zanim go odnajdę… a może i do końca życia będę po prostu dążył do niego, nigdy go nie osiągnąwszy.

Jestem za tym, żeby zrobić sobie osobisty rachunek sumienia i zacząć pracować nad tymi aspektami, które kuleją. Zarówno dobra dieta, jak i umiarkowana aktywność fizyczna daje mnóstwo pozytywnej energii i pozwala efektywne realizować się w innych obszarach życia.

Nasz mózg i ciało pracują efektywnie, kiedy dostarczamy im właściwego paliwa. Mój sport to również okazja do obcowania z przyrodą, a to z kolei pomaga w medytacji, wyciszeniu i często owocuje ciekawymi pomysłami. (Pomysłami na wpis, na zmianę życiową, na życie zawodowe itp.). Tak, jak nie ma sensu praktykować głodówek, kiedy nasza codzienna dieta kuleje, tak samo nie warto przykładać zbyt dużej wagi do wybranych obszarów życia, zaniedbując inne.

Paulina: Czy jesteś w stanie określić jaki nawyk zmienił Twoje życie w największym stopniu? Które nawyki pomagają odnieść sukces?

Po pierwsze: Jasny cel.

Nieważne, czy chodzi o wolność finansową, pokonanie jakiejś choroby, ukończenie zawodów czy cokolwiek innego. Bez celu też gdzieś dojdziesz, tyle że najczęściej będzie to losowe miejsce, w którym wcale nie chciałeś się znajdziesz. Cel powinien być jasno zdefiniowany, osiągalny i podzielony w czasie na małe kawałki. I tak docieramy do punktu drugiego:

Małe, codzienne kroki to właśnie to, co umożliwia osiąganie rzeczy dużych.

Tu nie ma żadnej magii, nic nie dzieje się z dnia na dzień, nic nie jest efektem jednego zdarzenia. Każda zmiana, każde osiągnięcie to suma malutkich kroków, które robimy na co dzień. Dlatego też taką wartość mają w moich oczach te poranne rytuały, w czasie których wykonuję większość pracy zaplanowanej na dany dzień.

Pisanie.

To było zaskoczenie dla mnie samego, ale pisanie bloga dało mi niesamowicie dużo. Aż ciężko mi przecenić ten kolejny z mniej lub bardziej regularnych rytuałów. Ale to wcale nie musi być blog – chodzi raczej o pisanie w ogólności. Dzięki niemu analizuję, myślę, wyciągam wnioski. Jak również Dzięki niemu planuję i umiejscawiam te plany w czasie. A skoro zostaje po tym ślad (same myśli są ulotne…), to mogę się później z tego rozliczyć. Dodatkowo mam motywację do ‘odhaczania’ kolejnych spisanych zadań. Natomiast dzięki pisaniu, podsumowuję to, co już osiągnąłem i planuję to, co chcę wydarzyć w przyszłości.

Paulina: Dziękuję za wspaniałą rozmowę.

Maciej znajdziesz na blogu: wolnym być lub śledzić na jego instagramie.