Lifestyle,  Można prościej

Podróżowanie w wersji “można prościej”. Czyli jak dać głowie odpocząć na wakacjach?

Podróżowanie, planowanie i “dotykanie przeszłości” to moje pasje. To nie będzie wpis o tym jak podróżować z dzieckiem, chociaż sporą część rad można przełożyć na taką wersję. Większość podróży odbyliśmy z moim Mężem we dwoje i tym doświadczeniem chcę się z Wami podzielić. Pokazać, że można podróżować prościej a wciąż doświadczać prawdziwego smaku podróżowania.

Podróżowanie – “moje” i “jego”.

Jestem totalnym luzakiem jeśli chodzi o podróżowanie. Mój Mąż odwrotnie – ma wysokie oczekiwania. Hotel? Tylko 4*. Podróż – tylko wygodna. Kompromis powinien łączyć małżeństwo w kwestiach spornych. Tak jest u nas. Może dzięki temu udaje nam się podróżować z zadowoleniem nie rezygnując z kwestii dla obu stron ważnych? Gdyby nie On spałabym na dworcach i porwaliby mnie setki razy… A gdyby nie ja On wydawałby rok w rok 8 tysięcy na basen bez wycieczek. Dokładnie taką podróż zaliczył kilka miesięcy przed naszym spotkaniem… (Więcej o podziale obowiązków w naszym związku przeczytasz TUTAJ.)

I żeby nie było: jestem w stanie odpuścić wiele, ale sama również mam wysokie oczekiwania pod względem wyjazdu. Tylko, że ja stawiam na przeżycia – a nie rzeczy. Przykład? Nigdy nie rezygnuję z wejścia do muzeum, zabytku, kluczowej atrakcji z powodu ceny. Jestem w stanie wydać dużo i przyciąć na wydatkach jedząc to, co kupiłam w supermarkecie w Paryżu. Tu poszaleję finansowo, tam zaciągnę pasa, ale zawsze warto i przy okazji mamy dodatkowe wspomnienie do albumu. (Do dziś wspominamy słodkie bułeczki w Paryżu, które jedliśmy pod Notre Damme głodni, zmarznięci, ale zakręceni pierwszą wspólną podróżą <3). Mój brat z kolei nigdy nie żałuje na jedzenie. Zabytki średnio go interesują – smakowanie kuchni to jego pasja. I to też jest ok.

Najważniejsze w podróżowaniu jest to by podróżować tak, jak tego chcemy my. Zwracać uwagę na to, co jest dla nas ważne. Moja teściowa nie wyobraża sobie wyjazdu bez opalania. Jedziesz na plażę? Musi być opalenizna. To dla niej synonim wakacji. Rozumiem. Mnie leżenie na plaży zwyczajnie nudzi. Aczkolwiek jadąc na wspólne wakacje trzeba zwrócić uwagę na to, że każdy ma swoje potrzeby.

Skoro już wiesz jakie mam podejście, to co charakteryzuje to moje “można prościej” w podróży?

Po pierwsze: mało rzeczy.

Na wyjazdy biorę tylko niezbędne minimum. Rzeczy nie wymagające prasowania i stonowane kolorystycznie – bo wtedy wszystko do siebie pasuje. Biorę jedną bluzę, jedną kurtkę, jedne długie spodnie, kilka koszulek, sukienkę. Ważne by takie elementy tworzyły capsule wardrobe, bo wtedy wyjdzie nam z tego 1) spójny styl, 2) wiemy doskonale co z czym zgrać, co do czego pasuje i 3) nie tracimy czasu na podejmowanie decyzji. Nawet na wyjeździe wiem, co założę na drugi dzień. Wiesz jaka to oszczędność czasu? Nie mówiąc o tym jak spokojną mam głowę?

Ciuchy, ciuchy, ciuchy…

Dla mnie wakacje nie są po to, by zadręczać się tym, co mam na sobie. Buty to najczęściej trampki i klapki (o ile się zmieszczą, bo jak nie to zostawiam w domu). Mój Mąż ma bardzo fajną zasadę jeśli chodzi o bieliznę – zawsze +1 sztuka więcej niż ilość dni wyjazdu. Wyjeżdżasz na tydzień? Bierzesz 8 sztuk. Jasne, że można wziąć mniej i prać codziennie. Zdarzały mi się i takie sytuacje: tu mnie zmoczył deszcz, tam się coś wylało, innym razem zwyczajnie zapociłam i musiałam zrobić przepierkę. I chyba lepiej przeprać raz dwa niż dźwigać rzeczy, których nie użyjesz.

Wiesz co sobie zawsze powtarzam? Że nie jadę na koniec świata i jeśli będę czegoś potrzebować to sobie to po prostu kupię. Zgadnij ile razy coś kupiłam;)? Ani razu. Jak dotąd nigdy jeszcze nie potrzebowałam. Ale jaką spokojną mam głowę dzięki temu!!! Na co dzień nie zamęczam się rzeczami, jestem raczej minimalistką, nie podoba mi się myśl, że rzeczy miałyby mi dyktować styl życia. To samo przekłada się na podróżowanie.

Po drugie: mapa i plan.

Kocham mapy. To rzecz, którą kupuję za każdym razem, gdy planuję podróż. I doskonale wiem, że jest to średnio podejście w duchu zero waste. (Pisałam o nim tutaj.) Uwielbiam otworzyć ją jeszcze w domu i zobaczyć układ ulic. Później w trakcie wyjazdu przeglądam ją jeszcze wiele, wiele razy i jest to też fajna pamiątka. Lubię też mieć plan. Plan rozumiany tu jako ogólny zarys miejsc, które chciałabym zobaczyć lub rzeczy, do zrobienia. Taka mała lista celów jest bardzo fajna, bo daje Ci poczucie pełniejszego przeżycia wyjazdu. Jasne, możesz robić wszystko spontanicznie i to też jest jakiś sposób. Natomiast ja bardzo nie lubię tego uczucia, że trafiam na jakieś wspaniałe zdjęcie w internecie i okazuje się, że miałam je tuż pod nosem.

Tak miałam ze schodami męki Chrystusa w Rzymie. Na forum dla italianomaniaków ktoś wrzucił zdjęcie z pytaniem, w którym kościele je znaleźć. Przeżyłam lekkie załamanie, że dwukrotnie odwiedzając Rzym nie miałam pojęcia o ich istnieniu. Oczywiście wpisałam je na listę rzeczy do zobaczenia by już ich nie przegapić, ale trochę mi szkoda.

Planowanie, nawet w trakcie wyjazdu all inclusive pozwoliło nam skorzystać z kiepskiej pogody i zobaczyć więcej, niż zamierzaliśmy. Mamy tu porównanie względem innej pary, również z dzieckiem, która przesiedziała ten czas w hotelowym pokoju. Pisałam o tym TUTAJ. To jest ogromna zaleta zaplanowania, bo nie tracisz czasu, kiedy coś idzie nie po Twojej myśli i nie marnujesz okazji, gdy pogoda nie sprzyja. Nie masz poczucia zmarnowanych wakacji. Ba! Nawet sobie myślisz “patrz jak fajnie udało nam się to zorganizować!”

Noclegi

W tym temacie mamy z Mężem największą rozbieżność oczekiwań. Mi wystarczy żeby było łóżko do spania. Nic więcej mi nie trzeba (a może nawet dmuchany materac, bo pola kempingowe również lubię;)). Mój Mąż lubi jak jest przestrzennie, przyjemnie, najlepiej z udogodnieniami, kuchnią, dużą łazienką, basenem. Jak już mówiłam wcześniej: nie ma problemu. Jesteśmy w stanie iść na ustępstwa, bo dla nas ważniejsze jest podróżowanie niż animozje. Najczęściej korzystamy z serwisu Airbnb. (Zarejestruj się przez ten link a zyskasz zniżkę na swój pierwszy pobyt.)

Polecamy ten serwis nie tylko ze względu na cenę, ale też fakt, że często znajdujemy tam mieszkania w świetnej lokalizacji. Takiej, gdzie nie ma hotelu albo są, ale drogo. Korzystaliśmy z tego serwisu przy wyjeździe do Pragi i udało nam się znaleźć lokum dosłownie kilka przystanków od mostu Karola. Podoba nam się też opcja wynajęcia mieszkania z kuchnią. W ten sposób, robiąc zakupy na śniadanie i kolację jesteśmy w stanie przyciąć na kosztach wyjazdu. Tak też często robimy.

Bilety wstępu

Czy warto kupować wcześniej? Tak, tak, tak! Wystarczy raz odstać swoje w kolejce do obleganego turystycznie miejsca by to zrozumieć. Większość europejskich atrakcji daje możliwość kupienia biletów przez stronę. Tak robiliśmy w przypadku Wieży Eiffel’a czy Koloseum. Podejrzewam, że sporo osób rezygnuje ze zwiedzenia danej atrakcji widząc ogromne kolejki przed wejściem. Jeśli Ci na czymś bardzo zależy – rezerwuj bilety wcześniej.

Podróżuj prościej!

Kiedy myślę, że można podróżować prościej przypominają mi się cztery roześmiane Amerykanki, na które natrafiliśmy w zamku w Malborku. Siedziały na trawie i wcinały z apetytem wędlinę prosto z opakowania z napisem “Krakus”. Biła od lekkość, poczucie wolności i niczym nieskrępowanej radości z przeżywanej przygody. I tak właśnie powinno wyglądać podróżowanie: jest plan, jest mapa, jest gotowość na nowe doświadczenia. Nie ma zamartwiania pt. “co będzie jak: nie zdążymy na lot, zepsuje się pogoda, będzie zimno, ukradną nam cały dobytek”. Jest po prostu zasłużony wypoczynek i przekonanie, że to proste podróżowanie jest dobre.