Podcast

Podcast #7: Jak sobie radzić z krytyką i toksycznymi ludźmi?

To chyba mój najbardziej osobisty podcast – zawarłam w nim najwięcej doświadczeń z mojego prywatnego życia. I do tego całą masę wniosków związanych z ważnym tematem: krytyką! A w nim: Dlaczego nie słucham mojego Męża :D? Od czego mam siostry? I dlaczego nie słucham pana Józia w sprawie kredytu ;)? Ale najważniejsze: co mój nos robi w internetach :D?

Ach ta krytyka…

Część, witam Cię po dłuższej podcastowej przerwie. Trochę się zastanawiałam jaką cenną wiedzę Ci przekazać… I wpadłam na świetny pomysł, bo jest to rzecz z którą do mnie piszecie. Więc w sumie sami podsuwacie mi takie tematy. Mój wpis o toksycznych rodzicach zrobił furorę a ja pomyślałam sobie, że temat toksycznych ludzi dotyka praktycznie każdego z nas. Ich krytyka jest baaardzo bolesna i nie ma sensu udawać, że ich komentarze nas nie ruszają. Bo ruszają. A czasami wręcz hamują. 

Podcastu możesz odsłuchać tutaj:

Listen to “Jak sobie radzić z krytyką i toksycznymi ludźmi?” on Spreaker.

I właśnie dlatego powstał ten podcast, żeby Ci troszkę podpowiedzieć jak żyć. Ale ale, żeby nie było, że postradałam wszystkie rozumy to podpowiem Ci co się sprawdziło w moim życiu. Jakie mam doświadczenie z krytyką i toksycznością. Hahaha, ogromne!

Odwieczna krytyka…

Odkąd pamiętam spotykałam się z toksycznością. Czy to w szkole, czy w pracy, i to chyba każdej, której się podejmowałam, jak i w swoim bliższym czy dalszym otoczeniu mam takich ludzi. I rozmawiając z innymi osobami dochodzę do wniosku, że wszyscy takich ludzi mamy. To były szef mojego męża, teściowa przyjaciółki, koleżanki z pracy mojego brata – nie ma ludzi, którzy nie byliby mniej lub bardziej toksyczni. Ale zanim przejdziemy do toksyczności skupmy się na krytyce. Bo ważne by wiedzieć czy ta krytyka wynika z tej toksyczności właśnie czy jednak jest krytyką zasłużoną.

I ja Ci polecam jedną dobrą radę na sam początek:

Przygotuj sobie sztab ludzi – kilka osób, 2-3, które mogą Ci doradzić. Zjechać Cię , skrytykować jeśli będzie taka potrzeba, a Ty nie podejdziesz do nich jak do wroga.

Musisz stworzyć sztab doradców. Inaczej zapadniesz się w taką formę narcyzmu, że nikt nic złego nie będzie Ci mógł powiedzieć, bo uznasz, że to krytyka i boli. Musisz mieć kogoś, nawet jedną osobę (chociaż jedna osoba to za mało, bo może być nieobiektywna) kto Ci powie czy przypadkiem sodówka Ci nie uderzyła do głowy albo nie odjechałeś za daleko od swojego celu. Dlaczego? Bo na swojej drodze będziesz spotykać masę osób, które będą Cię krytykować a Ty musisz móc odróżnić kiedy ta krytyka coś wnosi a kiedy jest tylko krytyką dla krytyki.

I tutaj nie polecam przyjaciółek, które na wszystko mówią “Tak, tak, cudownie, wspaniale, dasz radę, oczywiście, że Ci się uda, to cudowny pomysł”. Ja Ci polecam ludzi, którzy mają odwagę powiedzieć: “wiesz co? No to to nie jest fajne. To może nie wypalić tu i tu. Ja widzę takie trudności. Musisz uważać na to i na to.”

Konstruktywna krytyka a nie słodzenie…

Ludzi, którzy powiedzą Ci wprost, że nie są przeciwni, ale też, że widzą minusy – bo każdy musi widzieć minusy!!! Życie to nie jest droga usłana cukierkami. Przyjrzyj się tak szczerze, zanim zaczniesz działać na jakimś polu kto mówił Ci takie rzeczy. Ja wykonałam prosty test prawdy. Kiedy miałam bardzo poważny kryzys z moim poprzednim partnerem, który mnie ranił i wracał, ranił i wracał usłyszałam od 3 bardzo bliskich osób, że on nie powinien mnie tak potraktować. Te relacje nie straciły w moich oczach, te relacje pokazały, że są naprawdę ważne.

A miałam osoby, które mówiły “oj tam, oj tam, będzie dobrze, to taki super człowiek” – mimo, że nie był super. Moja przyjaciółka od serca powiedziała mi wprost, że źle się z tym czuje. I że ja nie zasłużyłam na takie cierpienie i takie sytuacje. I wiesz co? Jest moją przyjaciółką do dziś. I jej ufam najbardziej, z jej mądrościami się liczę, ona mi doradza kiedy nie mam pewności co robić. Jeśli tego słuchasz Martuniu to pozdrawiam Cię serdecznie. Jesteś moim kompasem w chwilach trudności – zresztą na pewno o tym wiesz, bo się z tym nie kryję.

To może być grupa mastermindowa dla Twojego biznesu lub bloga. Albo grupa osób, które też założyły firmę i są w stanie Ci faktycznie doradzić. To może być najbliższa rodzina – ale pod warunkiem, że spełnia wymogi odpowiedniego dystansu i odpowiedniego spojrzenia na sprawę. Trudne kryteria, co przez nie rozumiem? Kocham mojego Męża i wiem, że zawsze pochwali moje zdjęcia… Ale ja nie potrzebuję pochwały tylko informacji czy zdjęcie jest dobre. Dlatego mam chat na facebooku z moimi siostrami, które (wierz mi) zjadą moje słabe zdjęcie. Zjadą, czyli wypunktują co jest źle, gdzie filtr jest niedobry, czy wyszłam grubo czy nie, co do poprawy. Nie cackają się ze mną. Ani ja z nimi. Jeśli potrzebujemy oceny co ze zdjęciem to każda z nas pisze na tej grupie. To jest zaleta posiadania 3 sióstr.

A co zrobić z innymi ludźmi? Co zrobić z krytyką?

Po pierwsze: nastaw się, że ta krytyka będzie.

Jeśli wystawiasz się na publiczne działanie (czytaj nie piszesz anonimowo) to masz 100 % pewności, nawet milion procent, że będzie. Powiem więcej: jak coś robisz to ludzie dają sobie prawo do oceniania tego. I z drugiej strony: no nie oszukujmy się, każdy ma do tego prawo. Każdy może się wypowiedzieć, bo jeśli coś robisz publicznie, prowadzisz biznes, bloga, robisz coś co trafia do innych to każdy MA PRAWO powiedzieć co o tym myśli. Nie chcesz krytyki – nie rób nic publicznie. Nie podpisuj tego swoim nazwiskiem. Ale nawet wtedy mogą cię zjechać anonimowo. Morał z tego taki, że jak nie chcesz żeby Cię krytykowali to nic nie rób. Chociaż pewnie Cię wtedy zjadą za nic-nie-robienie. No cóż, tak po prostu jest.

Po drugie: krytyka nie mówi kim jesteś – ona nie dotyczy Ciebie.

To, że ktoś Cię skrytykuje nie oznacza, że krytykuje Ciebie. Naucz się oddzielać krytykę tego, co zrobiłaś od tego co jest krytykowane. My często mamy ten problem, że zlewamy się w jedno z tym co zrobiliśmy. Zrobiliśmy piękną prezentację i jak szef ją skrytykuje to jest nam przykro, bo mamy wrażenie, że krytykuje w ten sposób nas. A tak nie jest. Krytykuje efekt naszej pracy, nie nas. Błagam, przestań myśleć, że jesteś swoją prezentacją. Nie jesteś prezentacją, blogiem, kolczykami, które zrobiłaś, nie jesteś tabelką, zdjęciem ani niczym co wyszło z Twoich rąk. To tylko efekt Twojej pracy. On nie mówi jakim jesteś człowiekiem. Jest tylko efektem Twojej pracy.

Po trzecie: pamiętaj, że nie jesteś obiektywny.

Masz za duże przywiązanie do tego, co zrobiłeś. Właśnie przez to, że utożsamiasz się z tym, co stworzyłaś nie umiesz zachować właściwego dystansu. Słuchaj co mówią inni, oddziel to, co boli od obiektywnych uwag. Bo jeśli trzy razy pojawia się w nich informacja, że tło nie pasuje do reszty to może rzeczywiście ono nie pasuje. Może warto zmienić tą prezentację? Może chociaż zobacz jaki będzie efekt jak już to zrobisz. Oddziel konstruktywne uwagi od tego, co sobie dopowiadasz.

Po czwarte: odróżnij hejt od krytyki. Internet jest pełen hejtu.

I będzie a jeśli się wystawiasz na publiczne działanie to spotkasz się z hejtem. Ja usłyszałam wielokrotnie różne dziwne rzeczy na swój temat: “piszesz fajne rzeczy, ale masz dziwny nos. Ja bym nie wstawiała takich zdjęć do internetu”. Albo “uwielbiam Twojego bloga, ale tą czcionkę to zmień, bo mnie kaleczy w oczy”. A najbardziej lubię teksty w stylu “u mnie to nie działa, to bzdura”. A jak podkreślam, że to blog o tym jak ja żyję i co działa u mnie to słyszę w odpowiedzi “ale to bzdura, bo u mnie nie działa”.

I wiesz co? Ja wiem, ze to tylko hejt. Tim Ferris napisał, ze co najmniej 10% Twoich odbiorców to świry. Świry, które będą krytykować, jechać po Tobie, wykłócać się z Tobą. Reszta będzie milczeć. I taka wiedza jest cudowna. Wiesz jak się ucieszyłam, że mam takiego prywatnego krytyka który dosłownie jedzie po moim nosie? Miałam ogromny ubaw.

Ale wiesz co, musisz tak serio mieć właściwe spojrzenie na siebie. Ja wiem, że nie mam brzydkiego nosa. Wiem jaka jestem, co za mną stoi, wiem, co chcę przekazać i jeśli się tego mocno trzymam to żaden hejt nie zrobi mi krzywdy. Bo mnie nie interesuje co człowiek, który nawet nie wstawi swojego prawdziwego zdjęcia ma do powiedzenia na mój temat.

NIE WIEM, NIE ZASTANAWIAŁAM SIĘ NAD TYM…

To moja najlepsza odpowiedź, gdy wiem, że ktoś zaczyna szukać pretekstu żeby podpytać i za chwilę wyjaśnić mi czemu coś robię źle. Kiedy zrobisz to i to…? A ile razy robisz to i to…? Czy było to… ? Czy zwróciłaś uwagę…? Moja odpowiedź bardzo często wytrąca z równowagi, bo nie można udzielić mi rady skoro nawet nie wiadomo jak coś robię. Gniew rozmówcy jest wtedy wielki, często padają słowa: jak to możliwe? Jak możesz nie wiedzieć? Odpowiadam wtedy, że nie zwracam uwagi na takie rzeczy i temat się rozpływa.

Oczywiście wiem, że nie zawsze jest to rozwiązanie. Czasami dochodzi do sytuacji, w której usłyszę cały wykład jak należy coś zrobić. Są sytuacje w których reaguję – np. gdy uważam, że cudza mądrość może zagrażać mojemu dziecku (przykład: próba zmuszenia dziecka do chodzenia w chodziku, który w moim odczuciu jest niebezpieczny dla prawidłowej postawy dziecka). W reszcie przypadków odpowiadam: hmmm, to ciekawe a później wracam do domu i robię swoje.

Więcej znajdziesz w podcaście. Zachęcam Cię do wysłuchania ;)

Cierpliwości i jak najmniej durnej krytyki i toksyczności – w dobrych radach szczególnie Wam życzę; )