Lifestyle,  Zdrowe nawyki

Mój budżet – przychody, rozchody, cele finansowe. Jak planować swoje wydatki?

Nie jestem specjalistką od finansów. Nie prowadzę bloga o oszczędzaniu. Ale wiem co się sprawdza w moim domu i co skuteczne przekłada się na zaoszczędzone środki. Odkładamy co miesiąc 1/3 naszych dochodów. To sporo. Chcesz wiedzieć jak planuję wydatki?

Budżet – jak to ugryźć?

Po pierwsze: nienawidzę zwrotów “zaplanuj swój budżet”, arkuszy związanych z budżetem i planowania z dokładnością co do grosza. Ba, nie lubię samego słowa budżet. To nie jest dla ludzi. Ja planuję wydatki. Ja rozpisuję szacowane kwoty. Dlaczego? Bo nie wierzę w stałość wydatków.

No i teraz okaże się, że opowiadam Ci herezje, ale wiesz co? Ten system się u mnie sprawdza. Z powodzeniem odkładamy 1/3- 1/4 wydatków i nie mamy problemów, gdy spadnie na nas jakiś nagły wydatek.

A w kwestii tych stałych kwot… to przecież nie ma czegoś takiego jak stała kwota za media. W jednym miesiącu wydasz więcej za wodę, w drugim mniej. Tak samo jak za posiłki dla dziecka. W jednym miesiącu dziecko częściej pójdzie do żłobka, w drugim mniej. Dużo kwot nie jest stałych. Opłaty za benzynę, bilety (jeśli nie jeździsz na bilecie miesięcznym), woda, prąd, gaz, wyjścia na miasto, zakupy ciuchowe, rachunki za telefon. Wbrew pozorom bardzo dużo jest zmiennych w naszym budżecie.

Jak planuję wydatki?

Po pierwsze: robię to na papierze.

Mam od tego jeden zeszyt – ten kajecik, który widzisz na zdjęciu do tego wpisu to właśnie notes z wydatkami. Planuję tam wszystko. Bo mogę zawsze skreślić, napisać parę słów wyjaśnienia, przenieść szybko do następnej linijki itd. Po prostu tak to działa najszybciej. Mam arkusz w google’u, ale się nie sprawdził. Szybciej mi sięgnąć po zeszyt i sprawdzić wydatki niż szukać ich w telefonie. Ale to ja tak mam – Ty nie musisz. Każda metoda, która działa jest dobra.

Po drugie: spisuję wszystkie wydatki.

Co mamy w stałych wydatkach?

  • opłaty za czynsz i media (zaokrąglam, ale o tym za chwilę)
  • kwota na benzynę
  • kwota na bilety (dla mnie)
  • stałe opłaty tj. mój ortodonta (ile jeszcze :(?), swego czasu był to również ginekolog i comiesięczny pakiet badań krwi (w trakcie ciąży)
  • media tj. telefony i internet
  • opłaty na ZUS i podatki (wyliczane co miesiąc – mój Mąż prowadzi własną działalność i uwzględniamy te opłaty w budżecie. Budżet tak naprawdę rozplanowujemy dopiero po opłaceniu podatku. Rozdysponowujemy na papierze kwotę, która zostaje po odliczeniu podatku i dopiero dzielimy ją na to, na co musimy wydać.)
  • stała kwota na jedzenie (w tym momencie mieścimy się w kwocie 1000 zł ale to tylko dzięki temu, że planujemy swoje posiłki.) Niestety mamy wrażenie, że koszta jedzeniowe idą w górę i za jakiś czas zapewne będziemy musieli zwiększyć tą kwotę…
  • do tego mamy 50 zł przeznaczone na “chemię” do domu oraz 50 zł na leki, suplementy, ewentualne apteczne rzeczy (to taki fundusz awaryjny, bywa, że tej kwoty nie naruszamy i zostaje na następny miesiąc)
  • kwota na pieluchy (jeszcze trochę, niedługo będziemy odpieluchowywać Olę – na razie wychodzi ok. 150 zł miesięcznie.)
  • zajęcia dodatkowe: gordonki, angielski, klubik dziecięcy, catering w klubiku – trochę tego jest… ale już się z tym pogodziliśmy.
  • nasze oddzielne kieszonkowe (o tym niżej)
  • oszczędności dla Oli (stała kwota przelewana na oddzielne konto od urodzenia naszej córki – żeby jej kiedyś ułatwić start w dorosłe życie albo dorzucić się do ślubu/mieszkania)
  • mamy też fundusz urodzinowy – odkładamy co miesiąc 100 zł na urodziny członków rodziny. Nie zawsze ta kwota starcza, są miesiące w których trzeba dołożyć (W kwietniu aż 6 członków naszej rodziny świętuje ;) Ale nie wyciągamy wtedy pieniędzy spod ziemi tylko korzystamy z funduszu ;)
  • cele charytatywne – od 6 lat wspomagam fundację Kasisi w ramach adopcji finansowej dziecka. Nie wyobrażam sobie zarabiać i nie pomagać tym, którzy tego potrzebują… Zachęcam do tego również Ciebie.
  • reszta to oszczędności – o tym też niżej.

NASZE kieszonkowe – o co tu chodzi?

Już dawno uzgodniliśmy z Mężem, że każde z nas musi mieć swoje oddzielne pieniądze na swoje “prywatne” wydatki. Zrobiliśmy tak, bo wspólnie uznaliśmy, że to mało romantyczne wiedzieć, ile ta druga osoba wydała na nasz prezent urodzinowy ;) Każde z nas dostaje oddzielną kwotę na swoje comiesięczne wydatki, dzięki czemu możemy bez wyrzutów sumienia kupić to, co potrzebujemy albo odłożyć na swój większy wydatek bez obciążania budżetu domowego. Każde z nas dostaje z domowego budżetu 400 złotych. Dużo – niedużo? Jak pisałam w podsumowaniu sierpnia – to kwota, której nie wydałam w sierpniu. Ale wszystko dostosuj do swoich potrzeb.

Budżet a zaokrąglane kwoty wydatków.

To pewnie mój największy błąd, ale daje mi poczucie bezpieczeństwa. Wszystkie media, i inne niestałe kwoty zaokrąglam w górę. Jeśli na internet wydajemy 43 zł to zaokrąglam to do 50 zł. Dlaczego? Bo pozwala mi to wyliczyć pewną stałą kwotę, którą MUSZĘ ZAROBIĆ. Czuję się bezpieczniej kiedy wiem, że stać nas na ten wydatek. Bo jeśli w jednym miesiącu wydałam na wodę 80 zł a w drugim 120 to się tym nie martwię – wiem, że uwzględniłam ją w opłatach za media. Takie skoki i różnice nie robią na mnie wrażenia.

A poza tym cała nadwyżka, która mi zostaje jest odkładana. Te niepozorne resztki pozwalają zaoszczędzić parę stówek w ciągu roku a nawet nie czujemy, że znikają z portfela. Ta kwota jest już mentalnie wydana w momencie rozplanowania budżetu, więc nie czujemy, że coś tracimy.

UWAGA: oszczędności a budżet.

Kwotę oszczędności również planujemy w budżecie tylko u nas obowiązuje system mieszany. Ogólnie wszystko co zostanie ponad stałe opłaty wymienione wyżej jest odkładane. Czy można powiedzieć, że ją planujemy? I znowu: tak i nie. Jeśli zaplanuję stałą kwotę oszczędności, np. 3 tysiące zł a stałych opłat mam 8 tysięcy to wiem, że w danym miesiącu muszę zarobić ich 11 tys. łącznie. Po to żeby odłożyć na oszczędności tyle, co chcę. I regularne śledzenie budżetu pozwala mi to zrobić. Jeśli pod koniec miesiąca zarobiłam 10 tysięcy to dobieram zleceń tak by wyrobić zaplanowane minimum. Albo godzę się, że odłożę “tylko” 2 tysiące złotych. Tak czy siak: oddzielnie pracuję na stałe wydatki a później oddzielnie na oszczędności.

Wszystko zależy od mocy “przerobowej” w danym miesiącu. Jeśli mam siłę, chęć, potrzebę to pracuję tak by odłożyć więcej. Jeśli planuję urlop to raczej marne szanse na to żeby zarobić na oszczędności.

Planuję budżet i co dalej?

Jak już zaplanuję budżet to wiem jaką kwotę musimy z Mężem zarobić w danym miesiącu na opłaty stałe. Wiemy, ile potrzebujemy dodatkowo zarobić żeby mieć na oszczędności. Jeśli planujemy wyjazd to albo korzystamy z oszczędności albo odkładamy extra – dodatkowe kwoty pracując więcej.

To nasza decyzja. Żeby zaoszczędzić możesz albo obciąż opłaty stałe albo poszerzyć zarobki. I my wybraliśmy to drugie rozwiązanie. Osoby, które nie mogą sobie na to pozwolić muszą ciąć wydatki rezygnując z wielu rzeczy. Nie ma innego magicznego sposobu na spięcie budżetu. Przy okazji: zajrzyj do arkusza z analizą paragonów i sprawdź na czym za dużo wydajesz.

A w jaki sposób Ty planujesz swoje comiesięczne wydatki? Prowadzisz budżet domowy? Czy raczej spontanicznie dostosowujesz się do sytuacji :D?