jak-zaczac-sobie-ulatwiac
Zdrowe nawyki

Dlaczego nie chcemy sobie ułatwiać?

Jakiś czas temu moja dobra znajoma poprosiła mnie o pomoc. Wyprawiała chrzciny i zastanawiała się jak je zorganizować tak żeby nie wydać za dużo, nie narobić się w kuchni a jednocześnie mieć poczucie uczestniczenia w tak ważnym wydarzeniu. Powiedzmy sobie szczerze, że raczej o duchowe przeżycia trudno, gdy pilnujesz ziemniaków ;) Wspólnie uzgodniłyśmy, że wpadnę w dniu chrzcin z rana żeby zająć się gotowaniem a ona w tym czasie przygotuje siebie i dziecko. Zgadnij, co zastałam w kuchni w dniu uroczystości?

Po co sobie ułatwiać jak można się nazapierdzielać?

Stół nakryty, zastawiony, ciepłe (!) ciasta wyłożone na paterę, sałatki udekorowane, właściwie gotowe do wyciągnięcia z lodówki. W piekarniku pieczeń, w garnku obrane ziemniaki, naszykowana zastawa – słowem: dogotować, podgrzać mięso i biesiadować. Kiedy zapytałam po co ja tu właściwie przyszłam, bo przecież wszystko jest już prawie gotowe moja znajoma odparła: “jakoś tak wyszło, że dałam radę.”

Jasne, że dała. Siedziała po nocy, wstała wcześnie rano, jeszcze firanki zdążyła przeprać i powiesić w oknie. Nie zapomniała nawet o koszuli dla męża. A ja tak patrzyłam na te trzy rodzaje ciast i na nią – pijąca w biegu kawę, bo przecież nie zdążyła zjeść śniadania – to zastanawiałam się: czemu to sobie robimy? Dlaczego nie chcemy sobie ułatwiać? Czemu wciąż bawimy się w zbieranie dobrych ocen, których nikt nam nie wystawi?

Kilka słów wyjaśnienia.

Chcesz to piecz, gotuj i urabiaj się po pachy – masz do tego święte prawo. Ty wiesz, co jest dla Ciebie najlepsze i wiesz, czego Ci trzeba. Ja Ci nie powiem jak masz żyć. Jedyne co mogę Ci podpowiedzieć to jak sobie to życie ułatwiać. Mogę Ci powiedzieć: kup ciasta by zaoszczędzić trochę czasu albo zrób te z banalnie prostego przepisu. Fajnie jak podasz ciepłą herbatę albo kawę. Ciasto nie musi być ciepłe by zadowolić gości. Zaangażuj męża w szatkowanie i krojenie (a nawet mieszanie!) – da sobie na pewno świetnie radę. Mój Mąż ostatniej Wielkanocy układał serwetki w świąteczne króliczki. Wyszło prześmiesznie – wspominamy to czule do dziś. Nie wszystko musi być na Twojej głowie. A jeśli jednak chcesz to wziąć na siebie odpowiedz sobie na pytanie:

czemu to sobie robisz? Ale tak szczerze z ręką na sercu. Co z tego masz?

Jeśli odpowiedź brzmi: “bo lubię i chcę” – to wspaniale i brawo dla Ciebie. Ja też lubię zajmować się wyprawianiem imprez. Jestem w tym świetna, czuję, że płynę, gdy mam zorganizować imprezę na 100 osób. Dla mnie to banalne proste i nie boję się wyzwań po drodze. Ale jeśli odpowiedź, której sobie udzielasz znajdziesz na liście poniżej to wiedz, że czas coś zmienić. Czas zacząć sobie ułatwiać. I pewnie też przestać komplikować sobie życie. Bo życie jest naprawdę bardzo proste.

Nie ułatwiam sobie bo…

Wiem, co ludzie powiedzą i nie chcę żeby gadali, że sobie nie poradziłam.

Odsyłam Cię KONIECZNIE i bezapelacyjnie do wpisu “nie jestem krzesłem“. Dla mnie to podstawa prostej mentalności i ułatwiania. Jeśli całe życie będziesz robić coś w obawie, co powiedzą inni to właściwie nie żyjesz. To znaczy żyjesz, ale tak jak chcą inni. To ich życie a nie Twoje. Życie zaczyna się wtedy, gdy mówisz: wybieram to i to. Bo wybierasz. Wybierasz nawet to, że żyjesz tak jak chcą inni. Nie szkoda Ci czasu? Pójdźmy dalej: powiedz mi i co z tego? Co z tego, że nie Ty upiekłaś te ciasta? I co z tego, że ktoś inny ugotował ziemniaki? Jeśli uważasz, że przez to jesteś kimś gorszym to obawiam się, że potrzebujesz przewartościować sobie swój świat i hierarchię wartości.

Bo chcę dostać pochwałę. Przecież umycie okien przy jednoczesnym gotowaniu obiadu i animowaniu dziecka daje + 50 punktów do bycia “supermamą.” (I kolejne 40 do szaleństwa!)

Zajechałaś się? Pourabiałaś po pachy? Nie masz siły na nic innego? Powiedz, gdzie mam Ci wysłać order z ziemniaka albo odznakę z czekolady? Bo przecież ci się należy. Bo jasne, że się cieszysz, że masz posprzątane, ale większą radość Ci sprawia jak mąż albo teściowa powiedzą jaka jesteś rozsądna, gospodarna, pracowita. Jasne, miło jest usłyszeć jak ktoś docenia to, co robisz. Ale czy to nie jest plus niejako przy okazji? Czy nie chodzi o własną satysfakcję???

Usłyszałam jakiś czas temu od kobiety starszej daty, że teściowie bardzo ją lubili, bo była jak niewolnica. (Dosłowny cytat!) Zawsze usłużna, chętnie wszystko zrobiła, posprzątała, załatwiła. I serce mi pękło. Lubić kogoś za to, że zapierdziela? A gdzie sympatia, bo się po prostu jest?! Serio. Jedynym powodem by lubić, kochać czy szanować drugiego człowieka jest fakt, że on istnieje. Nie to, że dokładnie myje okna albo smacznie przygotuje kurczaka. Jeśli wciąż stajesz na głowie żeby kogoś zadowolić to przykro mi, ale szkoda sił na kogoś, kto nie ceni Cię za to, że po prostu jesteś. I znowu odsyłam Cię do Twojej hierarchii wartości i priorytetów.

Bo tak się robi. Moja mama tak robiła, to co, ja mam nie dać sobie rady?

Tak, tak się WTEDY ROBIŁO. Wtedy, kiedy kobiety miały cały sztab domowników do pomocy i inne warunki życiowe! Albo gdy nie pracowały tylko zajmowały się dzieckiem – a i tak miały kogoś do pomocy!!! Kiedy słyszę od kogoś kto NIGDY nie pracował (ba! nawet nie gotował, bo ktoś inny robił to za niego) jednocześnie mając dziecko w domu, że powinnam “sobie zrobić drugie dziecko” to zwyczajnie parskam śmiechem. Nie, to nie jest żaden konkurs, kto miał lepiej albo gorzej. Dzisiejsze czasy niosą inne wymogi niż codzienność sprzed 30 lat. Nie chcę nikogo obrazić, ale kiedyś:

  • sadzano dziecko przed telewizorem i ono tą telewizję chłonęło. Rodzic mógł zrobić bardzo dużo mając dziecko na oku. W dzisiejszych czasach dziecko ma ograniczony kontakt z ekranami do 3 roku życia. Są dzieci, które wymagają ciągłej uwagi. Nie, nie wystarczy je “posadzić by się samo sobą zajęło.”
  • para z dzieckiem miała do pomocy ciotki, wujków, dziadków – i wszyscy mieszkali z nimi pod jednym dachem. W dzisiejszych czasach para najczęściej mieszka sama a dziadkowie wciąż pracują. Położna na pierwszej wizycie po porodzie opowiadała mi o kobiecie z bloku obok, która poprosiła ją by zrobiła jej zakupy spożywcze, bo nie miała kogo o to poprosić. Tak wyglądają realia…
  • ta sama babcia czy prababcia mogła zostać z dzieckiem w domu żeby mama wróciła do pracy. Nie oszukujmy się, większość osób MUSI wrócić do pracy by mieć za co żyć – takie są realia. Jak słyszę tekst “praca poczeka, najważniejsze to być z dzieckiem, przecież tego czasu się nie cofnie” to się zastanawiam co z sytuacją: iść do pracy by mieć w ogóle, gdzie wrócić albo co włożyć do garnka. Wybór pracy nie oznacza, że dziecko przestaje być ważne. Oznacza, że w większości przypadków musiałam to zrobić.

Rodzicielstwo to temat rzeka i nie chcę go poruszać, ALE wymogi obecnych czasów są inne niż te 30 lat temu. Twoja mama albo teściowa mogła coś zrobić, bo miała pomoc. Albo, bo sobie upraszczała pewne sytuacje. A jeśli nie miała pomocy i nie upraszczała to zastanów się czy przypadkiem nie zapłaciła za to jakiejś ceny? Czy nie wyżywała się na całej rodzinie? I czy nie rodziło to konfliktów między nią a mężem? Czy nie rezygnowała z czegoś innego, np. samorozwoju by podołać tym zadaniom?

Dlaczego sobie utrudniam? Bo dzięki temu nie muszę robić nic innego. A ja boję się tego czegoś innego albo po prostu tego nie chcę.

Piękna wymówka, wspaniałe tłumaczenie, rach ciach i jesteśmy wolni od wszelkich oskarżeń. Jak cały dzień będziesz stać przy garach to nikt Ci nie powie, że nic nie robisz ze swoim życiem. “No przepraszam – oburzysz się – ale jestem tak zarobiona, jest tyle do zrobienia, że dom beze mnie nie przetrwa!” Dużo do zrobienia to świetny pretekst by nie zrobić tego, co czujemy, że powinniśmy zrobić. Oczywiście bardzo często to nawet nie są oczekiwania innych – tylko tak sobie wmówiliśmy. Wielu rzeczy się boimy i nie chcemy próbować – dlatego wciskamy sobie w grafik milion zadań, by tylko nie zrobić tego, co powinniśmy zrobić.

I ja naprawdę, ale to naprawdę rozumiem, że nie chcesz czegoś zmieniać – bo ci dobrze – albo bo się boisz. To jest jak najbardziej ok! Ale jeśli zapierdzielasz tylko dlatego, żeby nikt się do Ciebie nie przyczepił to może warto znowu zastanowić się nad swoimi wartościami. Przestań żyć tak jak Ci mówią inni. Twój wybór, to Twój wybór. Koniec.

Nie ułatwiam sobie, bo nie umiem!

Spokojnie. Znam osoby, które całe życie robią coś w bardziej skomplikowany sposób, bo ZAWSZE tak robiły. I nawet nie wiedzą, że można inaczej. Czasami potrzebują kogoś, kto im podpowie jak to zrobić, pokaże, podsunie różne rozwiązania. A czasami kogoś, kto zdejmie z nich odpowiedzialność, że nie będą już czegoś robić w określony sposób.

Wiesz czemu na lekcji plastyki nauczyciel robi galerię z prac uczniów?

Nie żeby oceniać, porównywać – która lepsza a która gorsza, wyśmiewać czy zdołować, ale żeby pokazać RÓŻNORODNOŚĆ. Żeby pokazać uczniom, że są różne drogi do osiągnięcia danego celu a każdy wybierze inną – swoją. Nie ma jednej, słusznej drogi.

Mam nadzieję, że zanim jakąś wybierzesz zastanowisz się jaka powinna być ta właściwa dla Ciebie.