teksty-zaczac
Zdrowe nawyki

„Zrób to najlepiej jak potrafisz albo daj sobie spokój”. I kilka innych bzdur, które słyszysz, gdy chcesz po prostu spróbować coś zacząć.

W dzisiejszych czasach nie możesz po prostu zacząć czegoś robić. Musisz na „dzień dobry” mieć odpowiedni sprzęt, wiedzę techniczną, kilka certyfikatów, bo nie wystarczy, że chcesz czegoś spróbować. Musisz to robić najlepiej (od razu od pierwszych zajęć) i cisnąć na maxa jeszcze zanim odkryjesz czy na pewno chcesz to robić. Najprostszy przykład: bieganie. Nie możesz po prostu zacząć biegać. Oj nie, nie, nie! Już w pierwszy dniu musisz wydać kilka stówek na buty do biegania, odpowiedni strój dostosowany do warunków atmosferycznych i najlepiej potrenować najpierw pod okiem doświadczonego biegacza, który podpowie Ci jak najlepiej układać stopy. Nie zapomnij o filmach instruktażowych na youtubie i koniecznie ściągnij sobie rozpiskę biegania na kilka tygodni. Tak, żebyś absolutnie nie biegał bez planu!

Kiedy chcesz zacząć działać…

Możesz się śmiać, mnie też to bawi, ale obserwuję, że żyjemy w czasach, które zamiast wyzwalać nasz potencjał ograniczają nas na każdym polu. To samo zauważyłam w rodzicielstwie. Jeśli chcesz być matką musisz zostać psychologiem, dietetykiem, fizjoterapeutą i nauczycielem w jednym. Masz dostosować otoczenie tak by najlepiej stymulowało dziecko, zapewnić mu odpowiednie zabawki, chodzić na właściwe zajęcia i odpowiadać na wszystkie jego potrzeby. A wiesz, co jest najważniejsze? MIŁOŚĆ. To, czy ją wyrażasz. Wiesz jak się wyraża miłość? Przez CZAS i UWAGĘ. Nie to, ile stoisz przy garach. Nie to, na ile zajęć biegasz i z ilu rzeczy rezygnujesz, bo dziecko.

Wiesz, co najlepiej stymuluje rozwój dziecka? DOTYK. Dowiedziono, że potrzeba 12-sekundowego uścisku ok. 6 razy dziennie by zapewnić dziecku prawidłowy rozwój. Dziecko potrzebuje też, by do niego mówić. Dzieci, które nie słyszą ludzkiego głosu nie rozwijają się prawidłowo. Ponoć chłopcy zaczynają mówić później ze względu na to, że mówi się do nich mniej niż do dziewczynek. Jak to się ma do tematu wpisu?

Nie dajemy sobie prawa do próbowania rzeczy na spokojnie i bez spiny.

Nie pozwalamy sobie po prostu spróbować i porzucić tego po 3 zajęciach, jeśli nam się nie spodoba. Co więcej spotykamy się z ciągłą krytyką: nie pozwala nam się na poszukiwania. Nie ma zgody na zmiany, porzucanie, szukanie nowej ścieżki. Zaczynasz coś? To MUSISZ w to brnąć, bo przecież zacząłeś. „Szkoda tych 3 zajęć” – słyszę. A ja myślę, że nie szkoda, bo już wiem, że to nie to. I dobrze, że wiem to zanim włożyłam w to mnóstwo czasu, pieniędzy i motywacji, którą mogę przeznaczyć na sukces w innej dziedzinie.

Super, nauczysz się i będziesz na tym zarabiać!

Zbierając życiowe doświadczenia nie uczymy się „próbowania” tylko tego, że każde nasze działanie musi przynieść profesjonalny, z góry określony efekt. To działanie ma nieść korzyść. Kiedy kupiłam sobie lustrzankę usłyszałam: „super, podszkolisz się i będziesz na tym zarabiać.”. O matulu, mam pracę, którą lubię i ani mi w głowie robienie zdjęć zawodowo. Chcę robić zdjęcia dla samej siebie. Ale w dzisiejszych czasach wszystko ciągnie za sobą pieniądz. Dużo podróżujesz? A może będziesz oprowadzać turystów, napiszesz ebook o tanim podróżowaniu, poprowadzisz bloga… Lubisz rysować akwarelami? Przecież możesz tworzyć ilustracje do książek albo pracować w agencji kreatywnej! Wszystko co robisz musi mieć wartość inaczej jest bezcelowe, musi przekładać się na pieniądz.

Znowu się poddajesz, znowu rezygnujesz?

Nie lubię się dzielić z innymi informacjami o tym co właśnie zaczęłam robić. Jeśli zapiszę się na zumbę mówię o niej po 3 miesiącach. To samo z praktyką jogi. Dlaczego? Bo w moim przypadku pierwszy miesiąc NIC nie znaczy. To miesiąc próbowania. Nie mam problemu z miesiącem. Jeśli chcę coś robić w drugim miesiącu aktywności to dla mnie samej ZNAK, że to właśnie chcę robić. I wtedy informuję otoczenie, że coś zaczęłam. Przyjęłam taką strategię, bo nawet mój własny Mąż potrafił mi wypomnieć: miałaś coś robić i nie robisz? Już przestałaś?

Nawet człowiek, który jest mi najbliższy potrafi mnie wyprowadzić takim stwierdzeniem z równowagi. Ja mam dar porzucania w jednym paluszku. On nie. Nie rozumie, bo sam ciśnie do oporu aż powiem mu: wiesz co, to chyba nie ma sensu. Jest tak uparty i zmobilizowany jednocześnie, że nie podda się jak już coś postanowi. I on będzie tą osobą, która przeczeka 3 miesiące zanim zrezygnuje z grania w jakąś grę albo treningu, którego nie lubi. Bo szkoda mu tego, co już osiągnął i czasu, który poświęcił.

Ja mam inaczej: przerywam jak nie widzę sensu. I chwała mi za to, bo nie tracę czasu na rzeczy, które nic w moje życie nie wnoszą. Nie kontynuuję, bo zaczęłam. To żaden argument! Skoro nie robię to znaczy, że nie chcę i już. Taka ciekawostka: to najczęstszy argument osób, które się nie rozstają i tkwią w chorych relacjach. „Bo jesteśmy razem 5 lat”. 5 kiepskich jakościowo lat…

Czemu rodzicie nie uczą nas tego, że jak coś jest bez sensu to trzeba to zostawić i iść dalej? Życie jest za krótkie by marnować swoje życie na coś, co sensu nie ma.

Małe kroki nie mają sensu. Zaangażuj się na poważnie albo wcale!

Angażowanie się „na maksa” w momencie, w którym nie wiem nawet czego chcę mija się z celem. To w małych krokach tkwi potęga! To one gwarantują sukces i wytrwanie w zdrowych nawykach! Przecież w ten sposób przyzwyczaja się go do czynności, których nie lubi. Nie ćwiczyłaś X lat, ale zaczynasz od godzinnego treningu? Zapewne rzucisz to po miesiącu. Czy nie lepiej zacząć od 10 minut dziennie a po miesiącu dojść do godziny? Zrezygnuj ze wszystkich słodyczy od razu a… rzucisz się na nie po miesiącu. Powoli odstawiaj i podmieniaj jeden smakołyk na inny a wyeliminujesz je ze swojej diety całkowicie. Pisałam o tym bardzo dużo w ebooku „Buduj zdrowe nawyki” – zajrzyj jeśli myślisz o wprowadzeniu zdrowych nawyków.

Nie możesz tak po prostu spróbować. Musisz spełnić określone warunki by zacząć.

„Bo mój kolega to pojechał do Włoch jak się zaczął uczyć języka włoskiego i się nauczył od razu” – mówi człowiek, który nigdy nie nauczył się drugiego języka. „Bez odpowiednich butów to nie masz nawet co zaczynać” – mówi człowiek, który nie uprawia sportu, ale gdzieś coś tam czytał, więc wie. „Nurkujesz? W Polsce to nie ma sensu. Tam gdzie rafa koralowa jest, tam sobie wyjedz, tutaj to nic nie zobaczysz, żadne przeżycia” – mówi kolega, którego głównym przeżyciem był wjazd kolejką na Gubałówkę.

Trochę wyolbrzymiam ;) Ale mocno wierzę w to, że ile ludzi – tyle dróg i sposobów by się czegoś nauczyć. I to, że ktoś osiągnął efekt w inny sposób nie oznacza, że jego metoda była lepsza lub gorsza – była po prostu inna. A morał z tego taki, że jeśli chcesz spróbować to jasne: wysłuchaj innych (jeśli chcesz), bo może skorzystasz z ich rad i sposobów. Ale nie są to drogi jedyne i pewne, w Twoim przypadku mogą nie zadziałać. Nie zniechęcaj się tylko dlatego, że Ty chcesz coś zrobić inaczej.

Próbuj, testuj, działaj, porzucaj i zmieniaj. Po prostu zacznij!

Zacznij i spróbuj bez specjalistycznego sprzętu, drogich butów, markowych ciuchów i filmików instruktażowych. Testuj i sprawdzaj jak się z tym czujesz. Czy niesie to ze sobą frajdę? Czy chcesz iść na kolejne zajęcia z szachów? Kręci Cię szukanie filmików na youtubie jak budować żurawie z origami albo jak uzyskać różną kreskę atramentu w zależności od nacisku pióra? (Uwielbiam takie filmiki :D) Super, idź w to! Po prostu nie daj się zniechęcić i zacznij.

Przy okazji gorąco polecam Ci zrobienie czegoś po raz pierwszy ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *