Zabawki dla dziecka. Jak nad nimi zapanować? Jak je segregować? Jak się ich pozbyć?

Zabawki dla dziecka to temat, który wzbudza mnóstwo kontrowersji. Chyba dlatego, że jako rodzice chcemy dać dziecku to, czego sami nie mieliśmy. Albo uważamy, że ono musi mieć ich pełno, by jego dzieciństwo było właściwe. Pedagogika Montessori mówi coś wręcz przeciwnego – im mniej zabawek, tym lepiej rozwija się dziecko. Ale to nam wcale nie ułatwia. Rozglądamy się po otoczeniu i czasami kupujemy swojemu dziecku jakąś zabawkę, by nie czuło się gorsze od swoich kolegów i koleżanek. Czy mamy pozwolić mu utonąć w zabawkach, tylko po to żeby ochronić jego uczucia (których wcale nie musi odczuwać)?

Kubeł zimnej wody.

Jakiś czas temu znajoma opowiedziała mi swój patent na grające zabawki: “koniecznie zaklej im głośnik taśmą! One są zdecydowanie za głośne jak dla dorosłego, a co dopiero dla wrażliwego słuchu dziecka.” Ta sama znajoma opowiedziała mi, że jak urodziła się jej córka dostała mnóstwo grzechotek. Tak naprawdę był to worek pełen zabawek. Położyła dziecko na środku dywanu, wokół rozsypała zabawki i zrobiła zdjęcie. Malutkie dziecko otoczone stosem zabawek robiło piorunujące wrażenie. Rozesłała je po rodzinie z komentarzem: “Hela dziękuje za zabawki, ale w miejsce kolejnych poprosi o książeczki”. Rodzina się dostosowała.

Zasada nr 1: PRZYJMUJĘ KAŻDY PREZENT.

Jakkolwiek źle to nie brzmi wierzę, że ktoś włożył serce w wybór prezentu i nie miał złych intencji. I nie boli mnie jeśli jest to prezent mało odpowiedni dla mojego dziecka. A wiesz czemu? Bo darczyńca nie wie czy moje dziecko będzie się nim bawić. Mogę przyjąć zabawkę i… ją schować. Do momentu aż dziecko podrośnie i będzie w stanie się tą zabawką bawić. Bardzo często chodzi o sam gest docenienia, że ktoś włożył w ten wybór serce. Moja córka ma 15 miesięcy i ja tylko raz zostałam zapytana czy bawi się otrzymaną zabawką. A ponieważ Ola się wielokrotnie przez nią rozpłakała odpowiedziałam wprost: nie bawi się nią, bo płacze. O to nikt nie będzie mieć pretensji – nikt Was nie zmusi do dawania dziecku zabawki, która wzbudza negatywne emocje. Więc o ile nie wiąże się to z zasadą numer 2, zamiast się kłócić i robić awantury schowaj zabawkę na odpowiedni czas.

ZASADA nr 2: WYRAŻAM POTRZEBY.

Jeśli nie chcę jakiejś zabawki dla Oli, bo uważam, że jest dla niej nieodpowiednia to trąbię o tym wszem i wobec. Ja akurat mam zasadę: żadnych różowych, plastikowych i grających. Jak Ola powie mi, że chce plastikowe, różowe i grające, to mogę się na nie zgodzić. Na razie wiem, czego jej potrzeba. Wszystkich informuję regularnie i jeśli ktoś taką zabawkę kupi wbrew moim prośbom, to nie mam zahamowań w tym, by ją schować albo wywalić. Tak, brak szacunku do moich decyzji wiąże się z wywaleniem takiej zabawki. I nie obchodzą mnie intencje cioci, babci, przyjaciółki, sąsiadki i pani ze sklepu. Mówiłam i ostrzegałam, więc kupujesz na własną odpowiedzialność.

Natomiast jest tu jeszcze kryterium zabawek niebezpiecznych.

Dostaliśmy takie kilka razy i nie wyobrażam sobie żeby dać je dziecku do zabawy, bo darczyńca miał dobre intencje… Koślawiące stopy buciki czy jeździk zniekształcający bioderka… Nie wiem nawet jak to skomentować. Nawet jeśli w ich czasach “można było i nic się nikomu nie stało” to ja nie mogę narażać życia mojego dziecka z powodu tego, że 30 lat temu takie coś mieli wszyscy i żyją. Musisz jako rodzic zdecydować o kogo się bardziej troszczysz: o uczucia obdarowującego czy własnego dziecka. Dla mnie to argument nie do podważenia.

Zasada nr 3: PROSZĘ O PREZENTY ZRZUTKOWE.

Nie oszukujmy się: fajne, rozwojowe zabawki kosztują więcej niż gadżet z plastiku. Szczególnie zabawki montessoriańskie. Jak rozwiązać problem dużej ilości zabawek w święta czy urodziny? Prosimy o prezent zrzutkowy. Zamiast wydać 30-40 zł na “badziew” prosimy o zrzutkę kilku członków rodziny na coś większego, droższego, ale też fajniejszego. Nie jesteśmy jeszcze na etapie, kiedy Ola wybiera sobie zabawki (czym innym jest wybór książeczki a czym innym tamagotchi czy zestawu duplo) ale też myślę, że będziemy tak ją kształtować by pokazać jej, że warto zbierać na jedną, większą zabawkę niż kilka małych.

Zasada nr 4: KORZYSTAM Z BIBLIOTEK DLA DZIECI.

Nie widzę powodu, by gromadzić w domu wszystkie książeczki, które chcemy przeczytać lub przeczytałyśmy. Od tego jest biblioteka. Czasami wybieram Oli książki sama – z polecenia – a czasami Ola wybiera je samodzielnie, oczywiście patrząc na ilustracje. Ale w tym wieku to raczej niegroźne;)

A jak to jest z tym, co już do nas trafiło?

Po pierwsze: JEDEN POKÓJ Z ZABAWKAMI.

Wszystkie zabawki Oli mają jeden kąt, jedno miejsce. Jasne, że w zabawie wędrują po pokoju, ale z niego nie wychodzą. Nie ma żadnych zabawek w sypialni ani w kuchni. W łazience ma tylko kilka kubeczków do kąpieli, z których może sobie przelewać wodę. Ma na nie jedno, małe pudełko, które stoi obok prysznica. Myślę, że to ważne dla dziecka by rozumiało, że pokoje mają swoje strefy i tam, gdzie jest miejsce na jedzenie już niekoniecznie może się bawić zabawkami. Budowanie dziecku takich granic rodzi w nim poczucie bezpieczeństwa. I naprawdę je polecam.

Po drugie: ZABAWKI SĄ DOSTĘPNE.

To zasada pedagogiki Montessori: dziecko w każdej chwili może wybrać zabawkę, którą się bawi. Wszystko ma w zasięgu ręki. Dlatego zabawki umieściliśmy w niewielkiej ikeowskiej szafce. Zdjęcie wrzucałam na swojego instagrama omawiając zasadę 2 minut. (O jej wadach pisałam tutaj.) Są na niej książeczki, pluszaki, trochę drewnianych zabawek i parę mniejszych zabawek (słoiczki z ziarnami, kostka rubika, samochodziki, itp.) a obok stoją klocki i bum bum rurki. Jasne, że chowamy zabawki na podmianę, tak by od czasu do czasu zaskoczyć ją “nowymi – starymi” zabawkami – ale te są ukryte głęboko w szafie i jest ich niewiele.

Po trzecie: COŚ SIĘ ZJAWIA – COŚ WYPADA.

Reguła, którą stosuję także, jeśli chodzi o moje rzeczy. Regularnie je przeglądam i usuwam – szczególnie jeśli pojawia się coś nowego. W przypadku zabawek jest tak samo. Czy istnieje granica, kiedy powiesz dość? Czy wyznaczysz sobie właściwą liczbę zabawek? Nie da się. Bo ani się obejrzysz a będziesz szukać kolejnej półki na której trzeba umieścić nowego misia. Tak jest najbezpieczniej.

Po czwarte: USUWAM DUPLIKATY /te same zabawki w milionach wersji.

Ile można mieć sorterów? A Ile grzechotek? Jak wiele książeczek kontrastowych? Jasne, że dziecko bardzo często będzie się bawić wszystkim, co mu podsuniemy. (Chyba, że ewidentnie jakaś zabawka nie wzbudza jego zainteresowania. Wtedy usuń ją jak najszybciej i nawet się nie zastanawiaj!) Ale taką ulubioną grzechotkę ma jedną, góra dwie. Tyle samo książeczek kontrastowych mu wystarczy. Na co mu 10 misiów? Kto ich bardziej potrzebuje: dziecko czy może Ty? Bardzo często mam wrażenie, że to rodzice kupują dziecku zabawki zanim jeszcze zdąży się znudzić poprzednimi.

Po piąte: PODĄŻAM ZA DZIECKIEM.

Myślę, że to najtrudniejsza rzecz jakiej powinien się nauczyć każdy rodzic. A brzmi ona: nie wybierać dziecku zabawek tylko obserwować je i dostarczać mu to, czego potrzebuje. Bawi się daną zabawką – zostawiam. Nie bawi się od tygodnia, dwóch – usuwam. Nie mam pewności odnośnie zabawki – chowam ją i wyciągam, żeby zobaczyć reakcję dziecka. Można jej dać szansę,jeśli jest nią zainteresowane i faktycznie wyciągnie ją na drugi dzień. Natomiast jeśli po nią nie sięgnie to u nas taka zabawka trafia do pudełka “do widzenia”.

Po szóste: REGULARNE OGARNIANIE.

Jeśli jestem sfrustrowana zabawkami rozwalonymi po dywanie to znak, że jestem gotowa na porządki i eliminowanie ich nadmiaru. Albo chociaż poukrywanie większości z nich zanim podejmę decyzję o oddaniu lub sprzedaży. Regularność jest kluczem do zapanowania nad nadmiarem i zbudowanie w sobie właściwego nawyku. I nie mówię tu tylko o wieczornym nawyku ogarniania pokoju (o którym pisałam tutaj).

Po siódme: TESTOWANIE PRZED ZAKUPEM.

Mam to szczęście, że mam dużo znajomych, którzy mają dzieci i… zabawek oczywiście;) Dlatego bardzo często udaje nam się przetestować daną zabawkę u kogoś w odwiedzinach (i jaki fajny pretekst by się zobaczyć!). Jeśli widzę, że Ola jest czymś zainteresowana to dużo łatwiej mi podjąć decyzję o zakupie niż w przypadku, gdy spotkałyśmy się z daną rzeczą tylko w sklepie.

Kto będzie “katem”?

W naszej relacji to bardziej ja nie mam skrupułów by się pozbywać zabawek. Mój Mąż bardzo chętnie wyrzuciłby większość rzeczy, ale kiedy dowiaduje się, że to jest zabawka od takiej osoby albo od takiej nie ma serca ich wyrzucić. Ja nie mam z tym problemu. Ola się nie bawi? Bach, ląduje w worku do odstawki. Wiem, że nie możemy zostawić jej każdej ładnej zabawki. Poza tym zauważyłam, że największy problem mam z zabawkami, które ja uwielbiam – a Ola już niekoniecznie. Dlatego te zabawki usuwa z widoku mój Mąż. Razem tworzymy niezły duet;)

Pudełko awaryjne.

Nawet ja mam wątpliwości. Są takie momenty, kiedy nie jestem pewna czy się jakiejś zabawki pozbyć. Wtedy po prostu ląduje w pudełku awaryjnym. Chowam je na tak długo aż o nim zapomnę, a kiedy je znajdę to znak, że należy zabawki pokazać Oli i zdecydować o ich dalszym losie.

Co zrobisz z zabawkami?

Oddać zabawkę? To nie takie łatwe jak się wydaje. Próbując oddać zabawki do domu dziecka okazuje się, że z obawy przed ich zapchleniem (!?!?!?) dom dziecka może ich nie przyjąć. W cenie są nowe zabawki, wciąż nieotwarte. Szukanie na własną rękę potencjalnych chętnych to często proces mozolny i zniechęcający. Rozdawanie dzieciom znajomych jest trochę jak wciskanie prezentu na siłę. I niby każdy z nas zna koleżankę z pracy, która jest w ciąży, ale bardzo często okazuje się, że obdarowana przez swoją rodzinę nic już nie potrzebuje.

Dlatego zamiast eliminować lepiej ograniczyć ilość pojawiających się zabawek w domu.

Masz jakieś patenty na ich ograniczenie? Albo sprawdzone sposoby na bezbolesne “pozbycie” się zabawek?

4 Komentarze

  • Mnie brzydzą biblioteki dla dzieci ;) Moje dziecko wielokrotnie ulewało na książeczki, śliniło się, mycie rąk przed czytaniem też nie zawsze wychodzi. Wiem też, że wielu ludzi ma naprawdę kiepskie nawyki higieniczne. Więc póki co, z biblioteki nie korzystam.

    Pokoju dziecięcego też nie mamy, więc zasada, że zabawki mają jedno miejsce, nie ma zastosowania. Więc ten toy detox w naszym przypadku napotyka pewne trudności ;)

    • Najważniejsze to do niczego się nie zmuszać i nie walczyć z niczym na siłę. Robisz tyle, ile możesz i przede wszystkim chcesz:) My też nie mamy pokoju dziecięcego, Ola ma wyznaczony swój kącik w salonie i tutaj trzymamy jej zabawki (jak widać na zdjęciu we wpisie). Ale tak jak wspomniałam: te zabawki nie wędrują i nie wychodzą z pokoju, a wydaje mi się, że to jest ważne, bo w wielu domach zabawki są wszędzie – w kuchni, toalecie, przedpokoju…

  • Bardzo interesująco i mądrze piszesz, imponuje mi Twoje podejście. :)
    Póki co nie zmagam się z dziecięcymi zabawkami, jednak czasem przydałby mi się skuteczny sposób na bezbolesne pozbycie się rzeczy dwudziestoczterolatka. :D

Dodaj komentarz