Lifestyle

Nie jesteś krzesłem! Słowa podszyte jadem.

Moje życie obfituje w sytuacje, które zostają we mnie na bardzo długo. Często różne przypadki przepracowuję, analizuję i dopiero po wielu tygodniach “mielenia” wyciągam z nich wnioski. Dziś jedna z takich sytuacji. Chociaż zacznie się od anegdotki, którą jakiś czas temu podzielił się ze mną mój Mąż. Pewna kobieta przyszła do psychologa, bo mąż wyzywał ją od pań lekkich obyczajów. Kobieta płakała i rozpaczała, bo cierpiała z powodu słów małżonka. Liczyła na pomoc psychologa…

Pani psycholog w pewnym momencie terapii widząc, że do pacjentki nic nie dociera a leczenia nie przynosi efektów zapytała: – Dlaczego to panią męczy? Przecież nie zdradza pani męża, on nie ma żadnych powodów by tak panią nazywać! – A jeśli to prawda? Może jednak ma rację… Co jeśli jestem kurwą..? – dodała ciszej załamana pacjentka. – A czy gdyby mąż nazwał panią krzesłem to też by mu pani uwierzyła? – odpowiedziała psycholog.

Jak się domyślasz dopiero to pytanie okazało się przełomowe. Ono pozwoliło nabrać pacjentce odpowiedniego dystansu i uznać absurd sytuacji. Nie wiem jaki jest finał tej historii, najważniejszym jej elementem jest zdanie: czy stajemy się tym, kim określają nas inni ludzie? Czy wierzymy ich słowom?

Słowa innych

Moja pierwsza myśl po usłyszeniu tej historii brzmiała: czy ona nie wiedziała kim jest? Czy nie wiedziała, że jego słowa nie są prawdą? Dlaczego tak negatywnie oceniła swoje działa pod wpływem cudzej oceny?

Pamiętajmy, że te słowa padały z ust jej męża, najbliższego w życiu człowieka. Osoby, od której powinna dostać wsparcie a nie poniżenie, krytykę i wyzwiska. Gdybyśmy weszli w położenie tej kobiety moglibyśmy spróbować ją zrozumieć: kiedy słyszysz takie rzeczy od kogoś tak ważnego to ma moment zapominasz, kim jesteś naprawdę. I to nic złego. Najważniejsze to za chwilę przypomnieć sobie, że nie jesteśmy krzesłem.

Bardzo często w swoim życiu pozwalamy na to by ludzie, którzy nie są w ogóle ważni (po prostu w nim są) wypowiadali się o nas tak samo toksycznie, określali kim jesteśmy, etykietkowali negatywnie. Może nie zawsze nas wyzywają, ale często dają nam odczuć, że nie jesteśmy nic warci. Takie znajomości warto wygaszać, kończyć. Nie ma znaczenia jak bliska jest to rodzina. Nikt nie ma prawa Cię ranić.

Zapamiętaj: bliscy i dobrzy dla nas ludzie, ci którym na nas zależy nie będą nas określać. Nie będą mówić, że jesteśmy kretynem, leniem czy nieudacznikiem. A jeśli wypowiedzą jakieś słowa na nasz temat to będą one ciepłe, przyjazne, dobre.

Najważniejsze i najbliższe osoby w moim życiu nigdy nie powiedziały o mnie złego słowa. Co nie oznacza, że nie były krytyczne. Były, ale to była krytyka, która była konstruktywna i potrzebna. Wiele mi pomogła. Gorąco zachęcam Cię do wysłuchania tego podcastu o krytyce a wtedy zrozumiesz jak odróżniam krytykę od hejtu.

To, co ktoś o Tobie mówi NIE DECYDUJE jakim jesteś człowiekiem.

Zapominamy o tej prawdzie. Pozwalamy się określać na podstawie pojedynczych sytuacji. Pozwalamy by ktoś nazwał nas złą matką, bo ten jeden raz czegoś nie zrobiłyśmy. Mam mnóstwo takich przykładów ze swojego życia. Raz nie przypilnowałam Oli przy myciu rąk i ochlapała sobie koszulkę wodą. – Mamo, nie uważasz, zobacz, zmoczyłaś dziecko! Tak się nie robi!!! I na nic tłumaczenie, że Ola zrobiła to sama. Jeszcze dostałam wykład, że zwalam winę na dziecko. (Tak, serio, dostałam wykład za to jak umyłam swojemu dziecku ręce…)

Innym razem zdjęłam Oli rękawiczki żeby mogła schrupać przekąskę na spacerze. Nie było jakoś bardzo zimno, ale dłonie rzeczywiście zrobiły się chłodne. Nim zdążyłam je z powrotem wsadzić w rękawiczki usłyszałam: – Zobacz Ola, mama się nie interesuje, a rączki takie zimne, zaraz się przeziębisz. Niedobra ta mama…

Czy było mi przykro? W pierwszym momencie tak. Bo ktoś wyciągnął wnioski patrząc na jedną scenę. I nie ma znaczenia, że przez 99% sytuacji Ola się nie ochlapuje. Albo że ma ciepłe ręce. Te pojedyncze sytuacje dla kogoś są dowodem na to, że ja jestem złą mamą. I to wywołało we mnie smutek. A później wielką wściekłość… (O tym co mnie wku*wia możesz poczytać w tym wpisie, bo trochę w nim z siebie wyrzuciłam. Możliwe, że Cię zaskoczę ;)) A to dlatego, że to było niesprawiedliwe. A ja niezależnie od tego czy mam lat 15 czy 30 to nie akceptuję niesprawiedliwości i walczę z nią na każdym kroku. Wiem, jestem naiwna.

A później przyszedł taki moment, dość przełomowy w moim życiu, kiedy popatrzyłam na te wszystkie słowa i zrozumiałam, że z nimi nie wygram. I że mnie bardzo, ale to bardzo męczą. To nie jest walka, którą można wygrać. Jeśli ktoś widzi w Tobie zło, to będzie go szukać. Możesz zrobić 10 dobrych rzeczy, wspaniałych i cudownych a ktoś i tak będzie pamiętać tą 1 małą, złą sytuację. Nawet jeśli została wykonana nieumyślnie. Najważniejsze, że ma pretekst by nazywać Cię krzesłem.

“To takie przygnębiające” – pomyślisz. I w pewnym sensie przyznam Ci rację. Ale to też nie oznacza, że nie mówię “to nieprawda, stop, dość” – stwierdzenie, że nie chcesz walczyć nie oznacza bierności. Wciąż reaguję i mówię “nie”. Cały czas nie zgadzam się na ich słowa i określanie mnie “krzesłem”. Ale przyświeca mi zupełnie inny cel. Mogę to zrobić, bo wiem,

…że ja WCALE NIE MUSZĘ WYGRAĆ. Nie muszę toczyć tej walki.

Bo to ode mnie zależy czy jestem krzesłem czy jestem Pauliną. To ja decyduję czy to jak ktoś mnie nazywa jest prawdą. To ja decyduję, które słowa mnie zabolą.

Najczęściej bolą te, które uznajemy za prawdę. Ale to MY ZNAMY PRAWDĘ. I kurde nie mów mi, że ciocia, którą widujesz raz do roku ma rację gdy wypowiada się na temat tego jaką jesteś żoną. Albo pan strażnik, którego spotykasz na papierosku wie lepiej jak pracujesz. A my takich ludzi słuchamy jak proroków!!! Długo nosimy w sobie ich słowa i pozwalamy by nas raniły.

Jestem matką. Ja nie mam sił, ani czasu, ani tym bardziej chęci tłumaczyć komuś, że jestem świetną matką. I nie pozwolę nikomu zniszczyć mojej pewności siebie, kiedy wiem jak wspaniale poradziłam sobie w ciąży, przy porodzie i przez ostatnie 2 lata obecności Oli w moim życiu. Nikt nie nazwie mnie chujowym pracownikiem, bo wiem, ile siebie włożyłam w pracę i we własny rozwój. I nikt mi tym bardziej nie wmówi, że jestem złym człowiekiem, bo dokonuję takich wyborów by położyć się spać z czystym sumieniem. Nie pozwolę nikomu tego podważyć. I nie ukrywam, że nie mam siły (i też mi szkoda ją tracić) na przekonywanie innych, że jestem inna niż myślą. Niech sobie myślą!

A czy Ty jesteś krzesłem?