Moje cele i plany na lipiec – podsumowanie miesiąca.

Ten miesiąc zleciał szalenie szybko i praktycznie przedwczoraj przypomniałam sobie, że mam do obejrzenia jeszcze jeden z dwóch zaplanowanych filmów. O moich celach na lipiec możesz poczytać TUTAJ, a w tym wpisie zobaczysz co mi się udało, co nie i dlaczego. Podsumowanie, wskazówki, wnioski.

Słowem wstępu.

Lipiec okazał się być baaardzo szalonym miesiącem. I tak, mogę świetnie planować, a życie i tak zweryfikuje moje plany. Nie ma w tym nic złego, nie na wszystko mamy wpływ, musimy po prostu odpuścić. W tym miesiącu moja córka łapała przeziębienie za przeziębieniem, załapaliśmy po drodze też rotawirusa, więc część planów trzeba było przełożyć. Mówiłam już, że planowanie przy dzieciach wymaga specjalnych działań :D ? Przede wszystkim wymaga cierpliwości. Ale też odpuszczenia samobiczowania jak się nie udało. Nie wyszło? Ok. To zepnę się w następnym miesiącu i mi wyjdzie. Zdążę. Szczególnie, że dzięki priorytetom wiem, co jest dla mnie naprawdę ważne.

Ale ale, mówiłam już, że działałam spontanicznie? Jak pisałam o tym TUTAJ – lipiec przyniósł mi mnóstwo energii do szalonych, spontanicznych działań.

Cele urodowe – podsumowanie.

Jeśli mam być szczera to lipiec okazał się miesiącem dbania o siebie w tak wielu obszarach, że sama nie wiem od czego zacząć. Dla ułatwienia stworzyłam sobie rozpiskę co robić w jaki dzień, bo inaczej nie dałabym rady. Zapisz się na newsletter i pobierz sobie za darmo rozpiskę urodową do druku. Zrobisz to TUTAJ.

Miało być o stopach i nie ukrywam, to moje największe rozczarowanie. Peelingi, pumeksowanie, nawilżanie przyniosły efekt, ale… chwilowy. Miałam przyjemnie miękkie pięty i stopy przez około tydzień. Później efekt jakby przestał działać. Nie wiem jak to wytłumaczyć, może skóra przyzwyczaiła się do kosmetyków? Fakt, dalej była zadbana, nie mogę powiedzieć, że były takie same jak na początku, ale efekt nie został podtrzymany. Wyglądało to mniej więcej tak: efekt łał -> spadek formy -> ostatecznie lepiej niż na początku, ale już nie łał. Mimo wszystko jestem zadowolona, bo miałam wrażenie, że skupiam na swoich stopach mało uwagi. Poczucie, że robię coś dla siebie jest równie ważne.

Olejowanie twarzy.

Pisałam o tym na fejsbuku i we wpisie, ale lipiec był miesiącem, w którym odkryłam olejowanie twarzy i przepadłam. To taki dodatek, bo nie planowałam tego robić, ale dzień w dzień, regularnie olejowałam twarz przy zmywaniu makijażu. To są właśnie zalety dostępu do różnych ciekawych grup na fejsbuku :D Wiedza napływa strumieniami! Wystarczy się na nią otworzyć, testować i sprawdzić, co nam odpowiada. W kolejnym miesiącu na pewno rozszerzę ten temat, bo jest to kwestia bardzo wpisująca się w moje życie w stylu zero waste (oleje są w szklanych opakowaniach, można kupić więcej i po prostu je zjeść;)).

Cele rozwojowe – podsumowanie.

Co z moim włoskim? Czy leży i kwiczy? Trochę tak, trochę nie. Okazało się, że sama świetnie umiem wynaleźć nowe wymówki i jak się okazało, każda nieodbyta lekcja skutkowała powtarzaniem słówek, których już się nauczyłam. Oczywiście w myśl zasady, że codziennie nauczę się 2 słówek – bo powtarzanie tych, co już znasz to też nauka, co nie ;)? I powiem szczerze, że rzetelnie przerobiłam parę pierwszych lekcji a później trochę sobie poluzowałam. Dlatego w sierpniu planuję kontynuować włoski. Zresztą jest to rzecz, której chcę się nauczyć skutecznie, więc raczej nie jest to wyzwanie jednomiesięczne. Chciałabym by stał się stałym elementem dnia – nad tym jeszcze muszę popracować.

Zaległe lektury.

Wyszło – nie wyszło. Jest ich sporo, ale przeczytałam 3 pozycje na których zależało mi najbardziej. Czytałam z doskoku, w chwilach przerwy, jako wieczorny relaks, jadąc na spotkanie albo robiąc sobie przerwę w trakcie zabawy córki. (Uczę ją, że mama ma czas dla siebie i Ola się bawi sama a mama czyta. Nie trwa to super długo, bo ma nasilony czas zabawy z rodzicami, ale już rozumie więcej niż na początku.) Natomiast mój problem jest chyba taki sam jak każdego czytelnika: tyle cudownych, nowych książek do przeczytania, tyle wspaniałych do przeczytania jeszcze raz :D Jak żyć?

Cele popkulturowe – podsumowanie.

Dosłownie wczoraj obejrzałam drugi z zaplanowanych filmów. I powiem Ci szczerze: ciężko mi się to ogląda. “The true cost” obejrzany na samym początku lipca sprawił, że bałam się zasiąść drugi raz do oglądania podobnej pozycji. To, co robimy naszej planecie na wielu płaszczyznach, od niszczenia gleby, ekosystemów, poprzez śmierć ludzi, którzy produkują ubrania aż po wmawianie nam samym, że nowy sweter jest nam potrzebny do szczęścia jest wstrząsające. Rzadko bywam w galerii handlowej, ale wybrałam się tam w poszukiwaniu gry dla dziecka i pierwszy raz uważniej przyjrzałam się wystawom. Jeszcze miesiąc temu były tam inne ubrania. Sezon modowy nie trwa już kwartał, jak każda pora roku, tylko tydzień. Mamy 52 sezony w czasie których produkowane są nowe kolekcje ubrań i wmawia nam się, że tych ubrań potrzebujemy.

Drugi film, którym głównym narratorem jest Leonardo DiCaprio jest dużo łagodniejszy. Może dlatego, że patrząc na zmiany klimatyczne nie dostrzegamy idącej za tym śmierci ludzi? A przecież ofiary w ludziach poniosła społeczność wysp Kiribati, kiedy po podniesieniu się poziomu morza woda dosłownie zalała mieszkającą tam ludność.

Podsumowanie jest trochę smutne. Nie chcę pisać czarnych scenariuszy, każdy z nas ma swoje sumienie i podejmuje decyzje zgodnie z tym, co czuje. Polecam, bo musimy mieć świadomość takich zjawisk zamiast uważać, że efekt cieplarniany nie istnieje i ignorować naukowe dowody tego zjawiska. Ba, nie trzeba naukowych dowodów, wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje z klimatem w naszym kraju.

Co zrobisz?

To, co robisz codziennie ma moc i może warto w ramach postanowienia na nowy miesiąc zdecydować, że będziesz odłączać ładowarkę z kontaktu? Albo weźmiesz płócienną torbę na zakupy? A może zamiast kremu w plastiku wybierzesz ten w słoiku? Wybierz jedno postanowienie, nieduże, niekoniecznie trudne i spróbuj w nim wytrzymać przez cały miesiąc. Co to będzie? Podziel się w komentarzu.

Dodaj komentarz