Lifestyle

Moje cele i plany na wrzesień – podsumowanie miesiąca.

Wrzesień był mega nietypowy pod względem realizacji, bo okres urlopowy ma to do siebie, że odpuszczamy wiele spraw. Zdajemy się na nieznane! Z jednej strony mamy poczucie, że nie ma sensu planować w trakcie urlopu a z drugiej szkody nam tych 30 dni, które można sensownie spożytkować. Planowałam niedużo a życie po raz kolejny mnie zaskoczyło. Co się udało zrealizować? Jakie drobne nawyki pojawiły się samoistnie? Czas na podsumowanie miesiąca.

Wrzesień i te liście… na plaży :P

Wrzesień był bardzo nietypowy, bo większą połowę miesiąca zajął nam wyjazd (lub przygotowania do niego). Objazdówka po Włoszech (trasa Sardynia – Piza – Florencja – Genua – Bergamo – Como) stała się praktycznie moim głównym celem i nie będę kryć, że nie skupiałam się na innych celach, bo najważniejszy w tym miesiącu był dla mnie wypoczynek. Podsumowanie mogłoby więc brzmieć tak: wyjazd wypadł rewelacyjnie, Włochy są piękne!

Poza tym z racji, że nie była to wycieczka all inclusive tylko zorganizowana przez nas samych wiedziałam, że na dużo rzeczy muszę zwrócić uwagę i nie ładowałam sobie dodatkowych celów o czym pisałam TUTAJ. Na tym właśnie polega mądre planowanie żeby dopasować je do swoich możliwości, swojej sytuacji. Nie stawiać życia na głowie tylko planowanie dostosować do życia.

Cele urodowe: co ciekawe, udało mi się bardzo dużo pić, ale to chyba zasługa Oli. Dużo łatwiej pamiętać o kimś niż o sobie. Pilnowanie by dziecko nie było odwodnione przełożyło się na moje nawodnienie. Aczkolwiek bywały dni, że mój Mąż zapominał o piciu (nie mam pojęcia jak on to zrobił!), więc się da… Podróżowanie z dzieckiem to w ogóle oddzielny wątek. Jeśli Cię interesuje zajrzyj też TUTAJ.

Cele zdrowotne: 20 minut co drugi dzień przerodziło się na wyjeździe w ciągłe chodzenie. 1400 schodów? Żaden problem! Spacer 2 godzinny do sąsiedniej miejscowości? Wiąż mi dziecko na plecach i ruszamy! Ilość ruchu wykonanego w trakcie wyjazdu przerosła moje oczekiwania. Ale po drugim dniu takiej wytężonej aktywności nie czułam już nawet bólu mięśni. Najbardziej doskwierało mi to, że moja córka próbowała jeść moje włosy!!! TAK, jeść włosy. Spróbuj dobrze wyglądać na zdjęciu jak dziecko zrobiło Ci mokry kołtun na głowie ;D

Jak się domyślasz nie udało mi się przeprowadzić postu. Wiem, niby mogłam go zrobić w trakcie wakacji, ale miałam takie poczucie, że przez ogromny ruch i tak już obciążam organizm i ostatnie czego potrzebowałam to osłabienie wynikłe z mniejszej podaży kalorycznej. Ale idzie październik, więc… ;)

Nawyki, które pojawiały się w trakcie…


Myślę, że warto o nich wspomnieć, bo jestem fanką idei, że kiedy zmiana rodzi się spontanicznie mamy największą chęć ją wykonać i trzeba szybciutko działać. I tak w moim życiu pojawiły się spontanicznie małe nawyki:

  • Walka z cellulitem. Chociaż słowo “walka” to za dużo powiedziane. Odkryłam ogromną przyjemność z wmasowywania sobie specjalnego balsamu w uda i brzuch. Jakoś tak naturalnie weszło to w moją codzienną rutynę. (Może przez to, że środek ten przyjemnie rozgrzewa mi skórę?) A to, że jest to balsam do zwalczania cellulitu to zupełny przypadek :D Został mi polecony na jednej z grup i uznałam, że warto zaryzykować. Na efekty jeszcze poczekam.
  • Picie lnu mielonego. Próbowałam z siemieniem, ale ten cały glutek mnie odrzuca. Len jest bardzo przyjemny. Polecam codziennie szklaneczkę na zdrowie dla naszych jelit. (O tym jak o nie dbać pisałam TUTAJ.)
  • Planowanie z BuJo – mój problem z bujo to regularne przerwy. Z jednej strony uwielbiam planować i notować, ale przy większych zmianach w życiu wypadam z rytmu i zapominam… A później oczywiście wracam, bo ten system sprawdza się u mnie najlepiej :D Znowu pracuję w oparciu o bujo, znowu planuję i realizuję. I od razu jakoś tak łatwiej żyć :D

A co z Twoimi planami na wrzesień? Udało się je zrealizować?