marzenia-przed-smiercia
Lifestyle

Trzy historie o śmierci.

Choroba osoby bliskiej przywołuje dużo wspomnień innych osób, które zmarły niedawno. Od razu przychodzą mi na myśl ich marzenia. Proste, niewielkie, niespełnione. Myślę o tych marzeniach, których już nie zdążą zrealizować. Spoglądam przez ten pryzmat na swoje życie i mam dla ciebie lekcję…

To nie będzie miły i radosny wpis. Jeśli szukasz pozytywnej motywacji to jej tu nie znajdziesz. Przemyślenia, które noszę w sobie będą naprawdę dobijające – realne, prawdziwe, mocne. Zbudowane w obliczu śmierci wcale nie podnoszą na duchu, ale może pomogą ci ustalić rzeczy dla ciebie ważne. Bo zawsze sądzimy, że mamy czas i że zdążymy…

Marzenie pani Jadwigi

Moja przyjaciółka opowiadała mi o babci, której marzeniem było polecieć samolotem. Bardzo proste marzenie. Nie chodziło nawet o lot do konkretnego miejsca. Dużo chorowała, rzadko wychodziła z domu, z tego co zrozumiałam był taki czas, że przez kilka lat nie opuszczała swojego pokoju. (Rodzina robiła wszystko by ją namówić do ruszenia się z miejsca, jednego dnia obiecywała, że to zrobi a drugiego zmieniała zdanie… W pewnym momencie nikt jej już chyba nie wierzył i nawet nie namawiał.)

Często patrzyła w niebo i dzieliła się ze swoją rodziną marzeniem: chciałabym polecieć. To trochę jak pragnienie zamkniętego w klatce ptaka. Symboliczne. Piękne. Ale też niezrozumiałe dla innych. Każdy odsuwał to jej marzenie na bok… Uśmiechał się grzecznie i wracał do swojego życia. Nie wiem czy nikt nie traktował go poważnie czy sam z siebie się bał, bo reszta rodziny nie pałała radością do latania – w sumie, nie miała takich doświadczeń a wiadomo, że strach przed nieznanym jest największy. I nikt tego marzenia nie pomógł spełnić. Moja przyjaciółka do dziś pluje sobie w brodę, że nie zmobilizowała się do tego by babcię zabrać – nawet na krótki lot do Gdańska.

Marzenie pana Stanisława

Słyszałam o mężczyźnie, który całe życie odkładał wszystko, co zarobił żeby kupić “ziemię”. Był z rolniczej rodziny, przyjechał do dużego miasta żeby się “dorobić” i na tą ziemię odłożyć. Planował co i gdzie posadzi. Opowiadał jak dbać o rośliny by przynosiły owoce. Oczy mu błyszczały pasją.

Bardzo mocno się tym tematem interesował. Szukał okazji, odkładał duże pieniądze, planował. Ale z czasem coraz trudniej było mu podjąć decyzję. Trzykrotnie był bardzo blisko zakupu – już jechał z pieniędzmi by dobić transakcję i wracał. Marzył, ale życie przyniosło wydatki: dzieci, wnuki, choroba żony i drogie leki. Niska emerytura, bo chociaż praca ciężka to kiepsko płatna. Oszczędności powoli topniały. I tak został w tym wielkim mieście. Przyszła starość, skończyły się marzenia o ziemi.

Czasami w rozmowie wspomina jeszcze, że nie miał znajomych, że odcinał się od ludzi, bo ściągali na złą drogę, pijaństwo awantury… Dla niego liczyła się rodzina i praca. Czasami może nawet bardziej praca niż ludzie. Teraz jest sam. I tylko czasami odwiedzając brata na jego polu przystaje i wpatruje się długo w niebo.

Marzenie mojego taty

Zaczęłam ten wpis miesiąc temu, ale dopiero teraz znalazłam w sobie energię by go skończyć. Mój tata nie żyje. Jego śmierć nie była zaskoczeniem. Jego ciało odbierało go życiu, “wysiadały” narządy, na końcu zatrzymał się oddech. Tak naprawdę od kilku tygodni żyliśmy z myślą, że zbliża się pożegnanie. Wszystko zaczęło się w lipcu. 1.sierpnia miał przejść na emerturę. W pracy miał kalendarz w którym wykreślał dni i opowiadał wszystkim, że już nie może się doczekać aż odpocznie. Emerytura nadeszła, ale on nie był w stanie wstać z łóżka. Nie był w stanie sobie nawet uświadomić, że na niej jest. Opowiadał historie z przeszłości myśląc, że dzieją się teraz. Różni ludzie, różne miejsca, oderwanie od rzeczywistości. Zmarł 18.września.

Odkąd pamiętam opowiadał, że jego marzeniem jest Australia. Bardzo chciał tam pojechać, planował, że zrobi to na emeryturze. “Wziąć odprawę, kupić bilet i polecieć.” – słyszałam to niezliczoną ilość razy. Nawet nie wiem, czy w to marzenie wierzyłam, czy traktowałam to tylko jak takie tam “gadanie”. Wiem, że Australia już zawsze będzie mi się kojarzyła z tatą. I jeśli kiedyś postawię na niej stopę to pomyślę: “Widzisz tato?”

Nie czekaj z marzeniami.

One również mają datę ważności. Jeśli możesz coś zrobić teraz to zrób to od razu. Z jednej strony wiemy, że jutro może nas nie być, ale nie żyjemy wcale w ten sposób. Odkładamy życie na wieczne “później”. A kiedy nadchodzi jesteśmy za starzy, zbyt zmęczeni, za biedni, by pewne rzeczy zrobić. Oglądam codziennie swoją bucket list i zastanawiam się, co mogę zrobić. Który punkt zrealizować? I planuję, konkretnie,