Można prościej

Zacznij zmianę spontanicznie! Daj się ponieść nieplanowanemu.

Na jednej szali mamy spontaniczność. Na drugiej planowanie każdego aspektu swojego życia. Chociaż sama jestem zwolenniczką przygotowania i zaplanowania dużych przedsięwzięć to jednak w wielu sytuacjach daję się ponieść temu, co nagle przyjdzie mi do głowy. I Ciebie też zachęcam: zacznij spontanicznie. Czemu?

Zacznij z mocą!

Znasz takie sytuacje? Przeglądasz jakieś forum, czytasz artykuł albo wpis blogowy i nagle pojawia się myśl: a może warto tego spróbować? Przeglądasz kolejne wpisy jak to zrobić, kupujesz potrzebne produkty i chcesz zacząć działać już, od razu, teraz! Myślisz żeby rzucić wszystko i jechać… na skałki ;) Albo rzucić wszystko i zacząć się uczyć włoskiego :D Dziś będę Cię namawiać do tego by koniecznie iść za tą energią. Dlaczego? Bo to jest moc, która ułatwia rozpoczęcie zadania. Czekając odwlekasz to o czym marzysz i pozwalasz tej energii na wypalenie. Chcesz coś zrobić? Zacznij już teraz. Nie analizuj, nie planuj, nie szykuj – po prostu to zrób.

Trudności w planowaniu.

Często planując daną czynność tracimy po drodze motywację. Bardzo dużo działań w naszym życiu nie wymaga jakiegoś większego zaplanowania. Może wymagać przygotowania czyli np. kupienia odpowiedniego sprzętu, książek, materiałów, stroju, ale nie wymaga rozwinięcia w sobie dodatkowych umiejętności. Często jedyne, co musisz zrobić to po prostu, gdzieś się pojawić. Gdy zaczynasz coś od razu to ta początkowa energia pozwala Ci wykonać ten pierwszy krok. Z doświadczenia wiem, że wszystko sprowadza się często do tego pierwszego kroku.

Jak już zaczniesz to pójdzie.

Zacznij a przekonasz się, że pierwsze problemy z motywacją pojawią się dopiero tydzień/dwa później. I to jest normalne, bo do mózgu dotarło, że zaczynają się zmiany a on lubi jak życie toczy się stałym rytmem. Albo się nie zaczną wcale w zależności do tego czy “wkręcisz” się w daną rzecz. A często jest tak, że jak coś Ci się bardzo spodoba to szybko znajdziesz sposób żeby ta czynność zawitała na stałe w Twoim tygodniowym planie dnia. (Pisałam o nim tutaj.) Wcześniej nie miałaś tej godzinki dla siebie? Nagle odkrywasz magiczną przyjemność płynącą z olejowania i czas się znajduje ;) (O micie braku czasu pisałam już tutaj.)

Znam mnóstwo osób, które działają pod wpływem tej magicznej iskry. I to uczucie jest cudowne!!! Ale ale, nie namawiam Cię do szalonych rewolucji, które odbiją się na życiu Twoim czy bliskich i spowodują, że zaczniesz przeżywać dramaty. Jeśli w Twoim małżeństwie dzieje się źle to nie namawiam Cię by rzucić wszystko i zrezygnować, ale by popracować nad nim ze swoim małżonkiem. Nie namawiam Cię na zmianę pracy bez zaplecza finansowego i poduszki bezpieczeństwa. Musisz mieć oszczędności by poradzić sobie właśnie w takim momencie, by mieć czas na szukanie nowej posady. Nie namawiam Cię na szalony wyjazd za granicę w celach zarobkowych. Musisz chociaż wiedzieć, gdzie się zatrzymasz i z czego będziesz żyć w pierwszych tygodniach. To da Ci naprawdę duży komfort psychiczny. Zaplanuj te elementy a później kup bilet i ciesz się nową przygodą.

Są sprawy, które zwyczajnie trzeba przemyśleć zanim podejmie się ostateczną decyzję. Tam nie wolno stosować zasady: po prostu zacznij.

Kiedy ja dałam się ponieść spontaniczności?

Post dr Dąbrowskiej

Dużo czytałam, widziałam wypowiedzi osób, które go przeszły, przeczytałam książkę i w pewien piątek powiedziałam sobie: “ok, zaczynam jutro. Idę na zakupy.” Przygotowałam listę potrzebnych składników, zrobiłam owe zakupy i wystartowałam. Pewnie gdybym planowała zrobić to w jakiś konkretny dzień rozmyśliłabym się setki razy po drodze.

Joga

Mniej więcej pół roku po porodzie “zabierałam się za siebie.” Tzn. dużo myślałam do jakiej aktywności wrócić, co lubię fizycznie robić, czy powinna być to siłownia czy raczej fitness. I natrafiłam na informację o wydarzeniu jakim były darmowe zajęcia jogi w plenerze. Po prostu na nie poszłam – to wszystko. Nic więcej musiałam robić, nie musiałam się nawet jakoś specjalnie przygotowywać. Wystarczył luźny strój, ręcznik i moja obecność. Najlepsza decyzja sportowa w życiu:)

Aparat

Ostatnio jestem jednym wielkim spontanem :) Dałam się ponieść i kupiłam sobie aparat, o którym marzyłam od bardzo dawna. Przyszedł. Rozpakowałam i pomyślałam: “przecież nie mam czasu. Jest praca, jest blog, jest tysiąc innych zajęć” i… poszłam robić zdjęcia. Nie chciałam zmarnować tej energii. Tak poprzesuwałam stałe elementy by mieć codziennie chwilę na “zabawy” z aparatem. I tak sobie myślę, że gdybym miała czekać na dobry dzień, to by nigdy nie nadszedł. Dlatego trzeba iść za tą energią.

Olejowanie twarzy

Kolejne odkrycie ostatniego miesiąca: olejowanie twarzy. Polecone mi na jednej z fejsbukowych grup zero waste stało się dla mnie przełomem. Nienawidzę zmywać makijażu. Męczy mnie to, irytuje, nie lubię, ale wiem, że trzeba. I nie mam z tym problemu od kiedy olejuję (jakie dziwne słowo :D) swoją twarz. Nakładam olej na makijaż, trzymam chwilę a później delikatnie ścieram flanelową pieluszką, która sobie na to przeznaczyłam. To prawdziwa przyjemność. A wszystko dzięki jednemu wpisowi. Po prostu poszłam i kupiłam olej rycynowy do sklepu zielarskiego – koszt 3 zł! Wystarczy parę kropel na dłoń, więc jest to dość ekonomiczne. No i na pewno bardziej zero waste niż toniki do demakijażu kupowane w plastikowych opakowaniach. O moim życiu zero waste pisałam już tutaj.

Wcierki

Pod wpływem mojego olejowego szaleństwa zaczęłam też stosować wcierki z kozieradki na skórę głowy. Mam zamiar rozwinąć ten cel w sierpniu i skupić się bardziej na pielęgnacji głowy i włosów. Ale to wszystko przede mną. O moich obecnych celach (na lipiec) pisałam tutaj.

Zacznij by sprawdzić…

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wspomniałam a która wydaje mi się szalenie ważna w kontekście działania. Bardzo często marzy nam się dana rzecz i wciąż ją odkładamy na wieczne nigdy. I ciągle sobie powtarzamy, że będzie tak pięknie jak już to zrobimy. Jeśli poddasz się tej energii i zaczniesz działać to sprawdzisz, co faktycznie się za nią kryje. Bo jeśli spełnisz swoje marzenie i poczujesz szczęście to stwierdzisz, że jednak było warto. Wygrywasz. A jeśli okaże się, że nie było to nic fajnego to chociaż nie marnujesz dalej życia na złudne nadzieje. Tak czy siak wygrywasz.

Podziel się ze mną w komentarzu: w jakiej sytuacji Twoja spontaniczna decyzja okazała się najlepsza? A w jakiej najgorsza?