Można prościej

Co zrobić, gdy się nie udało?

Są ludzie, którzy w chwili, gdy coś nie idzie po ich myśli załamują ręce i tylko rozmyślają jaki to dramat ich spotkał. I tak tkwią w tym dramacie tygodniami zamiast ruszyć do przodu. Albo są tacy, dla których to, że się nie udało oznacza koniec wyzwania i działania. Są też takie osoby, dla których to tylko niewielka przeszkoda wymagająca innego sposobu, innej metody. Co ja robię, gdy mój plan napotyka przeszkody albo wiem, że nie wypali?

Twoja porażka to nie Ty. To po prostu porażka.

Mam wrażenie, że wszyscy za bardzo utożsamiamy się ze swoją porażką. Zakładamy, że jeśli coś nam nie wyszło, to jesteśmy do niczego. Widziałam na swojej drodze sporo osób, dla których jedna mała przeszkoda okazywała się dramatem. Nie spały po nocach, nie wiedziały, co dalej zrobić – a często to była kwestia odczekania kilku dni. Takie osoby błędnie interpretowały porażkę. To, że na Twojej drodze pojawiają się przeszkody jest naturalne i nie oznacza to, że coś jest z Tobą nie tak.

Możesz schrzanić projekt. Albo dać ciała w ważnej dla Ciebie kwestii. Możesz wszystko popsuć ociąganiem się czy nieogarnięciem, ale to nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. To oznacza tylko tyle, że schrzaniłeś. Nie dorabiaj sobie do tego niepotrzebnej i błędnej ideologii.

Już nigdy nie spróbuję!!!

Znam i takie przypadki, które spróbowały raz i się poddały – bo nie wypaliło od razu. A jak nie wypaliło to nie ma sensu spróbować drugi raz. Tylko co wtedy zrobić w obliczu zmiany? Często sobie myślę, że to dobrze. Skoro na tym etapie nie chciało im się zaangażować i iść dalej, to co by było później? Czy takie osoby znalazłyby motywację na dalszym etapie, kiedy zrobiłoby się trudniej? Wątpię. Zawsze porównuję to do związku. Jeśli mężczyzna próbował raz i w sumie poczuł, że to nie wypali i przestał się starać, to w sumie dobrze. Oboje nie stracili dzięki temu czasu na związek, który rozpadłby się za moment. Pewnie rozstałby się przy pierwszym kryzysie.

Często proszę moich rozmówców, by w chwili porażki zastanowili się czy na pewno chcieli osiągnąć to, co sobie założyli. Czy było to zgodne z ich oczekiwaniami i wartościami? Czy to były ich cele? Bardzo dużo mówię o tym w tym podcaście – posłuchaj w wolnej chwili. Zajrzyj również do tego wpisu.

Porażka = nie przewidzieliśmy wszystkiego.

Porażka jest dla mnie zawsze dowodem na to, że czegoś nie przemyślałam i nie uwzględniłam w swoich planach. Albo założyłam bardzo optymistyczny scenariusz, że wszystko się po prostu uda.

Mnóstwo przeciwności jesteśmy w stanie przewidzieć na etapie planowania. Obsuwy czasowe (w tym przede wszystkim nasze niedoszacowanie czasowe, o którym mówiłam w drugim odcinku podcastu – możesz sobie posłuchać TUTAJ), błędy popełnione przez nieuwagę czy to, że inni ludzie nie dadzą rady z powierzonymi im zadaniami. To wszystko jesteśmy w stanie wziąć pod uwagę, przewidzieć wstępnie i właściwie rozplanować.

Wiem, że jeżeli mój projekt nie wypali, to bardzo często jest to wynikiem mojego niedopilnowania pewnych kwestii. Co wtedy robię? Nadrabiam co mogę, szybko łatam dziury i sprawdzam czy dalej się uda. Jeśli nie, jeśli projekt wymaga więcej działania to przerywam cały proces i poprawiam wszystko od początku do końca. Często na tym etapie wychodzą inne “babole”, więc jest to działanie korzystne. Mam czas by zmierzyć się z zadaniem kolejny raz i spróbować ponownie.

Czy wpadam w złość?

Nie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się zdenerwowałam tak żeby definitywnie coś porzucić. Życie to ciągłe zmiany. Osobiście uważam, że jeśli nie umiesz się do nich przystosować i to szybko, to ta bombonierka będzie zawsze pełna niesmacznych czekoladek. Przykrych, wybuchowych, po prostu paskudnych… A ja wolę żeby życie było przygodą. Dlatego tylko łapię oddech i robię to, co zrobić trzeba. Analizuję, sprawdzam kroki, podejmuję decyzję. I działam.

Porażki.

Też mi się zdarzają. Ale życie nauczyło mnie, że każda porażka jest po coś. To nie jest wyświechtany frazes tylko prawdziwa mądrość. Jeśli odniosłam porażkę to znak, że pojawiła się w moim życiu po to, żeby mnie czegoś nauczyć. Może uczyć cierpliwości albo za tą porażką kryje się lekcja w stylu: to nie był ten czas, to nie była ta osoba, może nie ten temat? Porażka pokazuje mi nad czym mam jeszcze pracować.

Dlatego w sprawach mega ważnych przeklnę i złapię oddech a później ruszę dalej. W sprawach mniej ważnych zaledwie zaśmieję się pod nosem. Życie to ciągła zmiana. Porażka nigdy nie jest trwała.