Kalendarz miesięczny na lipiec – pobierz, wydrukuj, zaplanuj!

To, co jest wpisane w kalendarz na pewno się wydarzy. To nie jest wersja optymistyczna, ale rzeczywista. Jeśli umieścisz coś w kalendarzu Twój umysł będzie dążyć do zrealizowania tego zadania. Po to właśnie są kalendarze, by ułatwić nam realizację celów i zwolnić nas z ciągłego “pamiętania” o tym wydarzeniu. Do tego kalendarz to świetny sposób by zgrać plany wszystkich domowników.

Kalendarz w wersji nie-eko i alternatywa.

Nie jest to wersja ekologiczna i nie będę Ci wmawiać, że jest inaczej. Wszystko co wydrukowane z automatu przestaje być eko. Jednak dążę do równowagi. Papier, na którym drukuję kalendarz jest papierem wykorzystywanym dwustronnie. To strona, która i tak wylądowałaby w sortowni śmieci, gdyż jest już zadrukowana z drugiej strony. I Tobie też polecam taką prostą zasadę. O moich próbach bycia zero waste pisałam już TUTAJ.

Jeśli chcesz być jeszcze bardziej eko to włóż kartkę w szklaną ramkę na zdjęcie i notuj długopisem suchościeralnym po szybie (koszt ok. 10 zł – dodawany bardzo często do książeczek dla dzieci). To działa, testowałam ten sposób, tylko minus jest taki, że na formacie a4 nie da się ładnie zanotować drobnego druku. Format musi być co najmniej a3 żeby był przejrzysty i widoczny. Nawet cienkie suchościeralne długopisy nie dają rady. Jednak jest to jakieś rozwiązanie. Możesz oczywiście ten format przenieść sobie do planera zeszytowego w kropki. Polecam Ci takie rozwiązanie.

Kalendarz do pobrania:

  • Pobierz kalendarz w wersji pdf TUTAJ.
  • Pobierz kalendarz w wersji png TUTAJ.

Jak planujemy w kalendarzu miesięcznym?

Kalendarz to narzędzie bardzo ważne jeśli chodzi o moje wspólne planowanie z Mężem. Jeśli, któreś z nas cokolwiek planuje (umawia się ze znajomymi, rodziną, ma jakąś ważną wizytę u lekarza) to wpisuje to od razu w kalendarz. Mamy już to do tego stopnia zautomatyzowane, że często wpisujemy to jeszcze w trakcie rozmowy telefonicznej. Wtedy ta druga osoba wie, że musi uwzględnić to wydarzenie w swoich planach i nie może tego dnia wyskoczyć na kawę z koleżanką. Jeśli tego nie wpisze to znak, że to wydarzenie raczej nie będzie miało miejsca. Oczywiście wszystko jest kwestią negocjacji, ale o podziale obowiązków pisałam już wcześniej TUTAJ i mamy to z Mężem obcykane.

Planowanie z Mężem…

Mała podpowiedź dla Żon: nie notujcie planów za Męża. Nigdy nie wpisuję tego o czym mówi mój Mąż. Zawsze zadaję pytanie: a wpisałeś to już w kalendarz? To pytanie nauczyło mojego Męża wpisywania takich wydarzeń samemu a mi pozwoliło uniknąć roli sekretarki rodziny;) Gorąco polecam. W końcu to kalendarz rodzinny.

Kalendarz – można prościej!

  • Zaplanowane wizyty lekarskie wpisuję w kalendarz od razu po przyjściu do domu lub umówieniu telefonicznym. Najlepiej widać to na przykładzie moich comiesięcznych wizyt u ortodonty. Wracam do domu i od razu wpisuję następną wizytę. Nie czekam, nie odkładam na później, notuję od razu. To samo tyczy się wizyt lekarskich Oli, wszelkich przeglądów, kontroli.
  • W kalendarzu jest miejsce na następny miesiąc, na dalsze wydarzenia. Jeśli mamy za miesiąc przegląd auta to wpisujemy go w odpowiednie miejsce. Dzięki temu już wcześniej uwzględniamy to wydarzenie w planach. To samo tyczy się większych wydatków (np. opłacić ubezpieczenie auta). Zapisujemy takie wydatki w kalendarzu by w odpowiednim momencie przelać środki z konta oszczędnościowego na zwykłe.
  • Wspólne wydarzenia, takie jak wizyta u teściów są wcześniej omawiane i dopiero po ustaleniu daty, godziny wpisywane w kalendarz. To samo tyczy się wydarzeń, które wymagają konsultacji z innymi osobami.
  • Poprzez stały kalendarz tygodnia (o czym pisałam TUTAJ) nie muszę uwzględniać takich rzeczy jak wieczór spa czy zakupy w kalendarzu. Po prostu z automatu wiem, że tego dnia jest dana rzecz do zrobienia. Jeśli jednak tak nie masz, jeśli ciągle jeszcze mocno mieszasz swoje nawyki polecam Ci wpisane takich stałych elementów w kalendarz.

Ważna wskazówka: właściwe miejsce kalendarza.

“Centrum dowodzenia” w moim domu znajduje się przy stanowisku pracy, tam, gdzie komputer. Za monitorami wisi kalendarz. W trakcie rozmów telefonicznych nie mamy problemu z tym by na niego zerknąć i odnotować szybko czy jakiś termin nam odpowiada. Nie krytykuję tej metody, bo każdy powinien działać zgodnie ze sobą, ale też nie rozumiem umieszczania planów na lodówce. Przecież to nie jest miejsce w którym przebywamy najczęściej. Chyba, że tak jest – to oczywiście jest to w tym wypadku zrozumiałe. U mnie w kuchni się wyłącznie gotuje, posiłki spożywamy w salonie. Uważam, że dodatkowe spacerowanie do kuchni by zanotować wizytę albo sprawdzić jakiś termin jest dodatkowym utrudnieniem i spowoduje np. notowanie na karteczce a później nanoszenie na kalendarz.

Miejsce takiego kalendarza powinno nam ułatwiać korzystanie z niego. Być całkowicie naturalne, odruchowe, jak oddychanie. Dopiero takie planowanie ułatwia i automatyzuje dużo czynności, odciąża i pozwala zaoszczędzić czas.

Zapisz się na mój bezpłatny newsletter a co miesiąc wyślę Ci kalendarz do druku bezpośrednio na maila. Nie musisz o niczym pamiętać – ja Ci o nim przypomnę:)

* pola wymagane
Zgoda na otrzymywanie wiadomości



Dodaj komentarz