zycie-w-uk-na-nowo
Można prościej

Zaczęłam nowe życie w UK. Jak sobie ułatwiłam zmiany?

Wiem, że bardzo dużo osób zaskoczyłam swoim wyjazdem do Wielkiej Brytanii. Nie ukrywam, że kiedy go planowaliśmy nie podejrzewaliśmy, że siejący spustoszenie Covid pokrzyżuje nam plany. Wiele z nich zostało zamrożonych. Nasze nowe życie musi zaczekać na realizację, chociaż najważniejsze jest to, że możemy być razem po trzech miesiącach rozłąki. Mój Mąż wszedł w nową rzeczywistość jak w masełko, po prostu wtopił się w życie w UK. Ja zostałam w domu z dzieckiem, z firmą na głowie i moja pierwsza myśl brzmiała: ja tu zwariuję!

Po pierwszym szoku zrozumiałam, że albo wprowadzę stare-dobre nawyki w swoją codzienność albo będę trwać w stanie zawieszenia tygodniami. Więc w pełni świadomie zorganizowałam sobie nowe życie. I jeszcze raz upewniłam siebie w tym, że wszystko o czym piszę na tym blogu działa i ratuje mi życie ;) Jesteś przed wielką zmianą? Wykorzystaj moje doświadczenie i zbuduj nowe życie w pełni świadomie.

Szybko, szybko, zanim mózg się zorientuje!

To trochę jak w Pingwinach z Madagaskaru, gdy Król Julian krzyczy: “szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!” ale tak też działa nasz mózg w nowej sytuacji. On po prostu nie wprowadzi starych nawyków, kiedy widzi nowe otoczenie. Tuż przed wyjazdem przez 2 miesiące prowadziłam regularną rutynę mycia twarzy rano i wieczorem. Co się stało jak przyjechałam w nowe miejsce? Po prostu przestałam. Z dnia na dzień wszystkie zabiegi poszły w kąt. Mózg nauczony rutyny w innym otoczeniu po prostu odpuścił. To jest bardzo ważna wskazówka: jeśli masz nową sytuację życiową (bierzesz ślub/ rozwód, wprowadzasz się do nowego partnera, zaczynasz pracę w nowym miejscu, wyjeżdżasz na urlop) możesz zbudować nowe nawyki w pełni świadomie.

Szybko uświadomiłam sobie, że potrzebuję nowego planu, nowej rutyny dnia, która uwzględni sytuację, w której się znalazłam. Zastanowiłam się, co chciałam osiągnąć przez ten rok. (Zajrzałam też do mojego BuJo żeby przypomnieć sobie jakie cele chciałam zrealizować w 2020) I przeanalizowałam to, jak wcielić je w moje nowe życie. Nie wszystkie jednocześnie, ale krok do kroku, dokonałam małych zmian by zbudować trochę nową codzienność z ważnymi elementami poprzedniego życia.

Taka katedra stoi zaledwie kilka ulic od mojego nowego domu <3

Nauka angielskiego

W tym roku postawiłam na rozwój języka. Jakie to banalne, prawda? Poszalałam :D To akurat przykład, bo tych celów mam więcej, ale ten wydaje mi się najprostszy do pokazania. Po porannej rutynie jaką jest zjedzenie śniadania, ogarnięcie siebie i dziecka, pielęgnacja twarzy (udało się;)) pierwsze, co włączam na youtubie to subskrybowane kanały do nauki języka. To, co u mnie działa to praca w małych porcjach. Nie mam czasu ani ochoty poświęcać godzinnego bloku na naukę języka. Ale 15-20 minut, co kilka godzin, parę razy dziennie to takie bombardowanie niczego nieświadomego mózgu językiem. Czemu miałby się zbuntować? To tylko 1 filmik, 1 artykuł, bez spinki, mogę w każdej chwili przerwać i to daje mi ogromny komfort.

To, w co się wkręciłam na Youtube i mogę Ci polecić to:

  • Życie na farmie Lucy :D Lucy oglądałam ją jeszcze przed wyjazdem do UK. Jest nauczycielką i prowadzi kanał na którym uczy angielskiego. Dość przydatny, ale jej życie na farmie dużo bardziej do mnie przemawia. Jest tam mnóstwo potocznego słownictwa i sytuacji z życia wziętych, których brakuje przy formalnej nauce języka.
  • kanał Eat, sleep, dream English – na którym znajdziecie Toma uczącego akcentów i pokazujący różnice w dialektach. Bardzo, bardzo przydatne, szczególnie, że język mówiony bardzo się różni od tego, którego uczą nas w szkole. Wierzcie mi, dużo łatwiej zrozumieć Anglików jeśli wiemy z jakich liter rezygnują w wymowie i jak wypowiadają poszczególne głoski. Tom powtarza to tak często, że szybko zaczynamy “łapać” o co chodzi.
  • i rozrywkowo: stand upy jednego z najlepszych brytyjskich komików. Michael McIntyre jest genialny, uwielbiam się z nim pośmiać :D To sposób na łączenie przyjemnego z pożytecznym.

Mój Mąż się ze mnie śmieje, bo moje pierwsze marzenie o życiu w UK to kupienie brytyjskiej gazety i chwila z filiżanką kawy. Jak już udało mi się znaleźć właściwą kawę (o czym pisałam na facebooku) to wykupiłam sobie subskrypcję tygodnika The Times. Ale szybko z niej zrezygnowałam, bo okazało się, że nie przemawiają do mnie wiadomości o Coronawirusie. Ja wiem, taki czas, wszyscy o nim mówią, ale dla równowagi psychicznej staram się nie przesadzać z tym tematem. Lubię dobre felietony, trochę psychologii, biografie innych ludzi – to mnie inspiruje a przy okazji jest też potężną dawką codziennego słownictwa. Więc z subskrypcji zrezygnowałam a kupiłam sobie zwyczajne, brytyjskie magazyny. I czytam :) Również w wolnej chwili, w czasie drzemki Oli lub tuż przed snem.

Gmach Ratusza

Zakupy i budżet – nowe/stare nawyki

O ile w Polsce miałam wszystko jasno ustalone i wiedziałam, gdzie zrobię określone zakupy, o tyle w Wielkiej Brytanii zaczęłam praktycznie od zera. I chociaż mój Mąż był w stanie mi podpowiedzieć jakie produkty i gdzie dostanę przystępnie cenowo, to jednak sama musiałam zbudować nawyki zakupowe od początku. Wielu rzeczy standardowo dostępnych w Polsce nie dostałam np. tofu, więc musiałam odrobinę zmodyfikować nasz tygodniowy plan posiłków. Nowe życie to nowe potrawy. Sporej części przypraw nie mogę tu dostać – po prostu nie trafiłam jeszcze we właściwe miejsce. Ale też zamiast robić z tego kłopot po prostu modyfikuję to, co gotuję.

Nowe produkty, nowe ceny, nowe listy. Listy to akurat nawyk, z którego nie zrezygnowałam. Może dlatego, że kocham listy ;)? Jesteśmy tutaj dopiero miesiąc, ale zbieram wszystkie paragony by porównać ceny produktów i skomponować bardzo rozsądnie nasze posiłki. (I to zarówno pod względem składników jak i rozsądnych wydatków). Doświadczeniami podzielę się za jakiś czas. Koronawirus i komunikaty w Biedronce o zakupach z listą uświadomiły mi, że naprawdę musimy sobie tak proste rzeczy przypominać. Widziałam masę osób, które stały przy lodówkach zastanawiając się co takiego powinny kupić. W momencie, gdy powinniśmy ograniczyć przebywanie poza domem tego typu działania są nie tylko nierozsądne, ale i szkodliwe.

Kąciki, nowe miejsca, minimalistyczny wystrój.

Wyjechaliśmy z Polski zabierając po walizce ubrań (każdy po 1) i z kilkoma przedmiotami użytku domowego. Wzięłam dla Oli wyłącznie książki i kilka ukochanych maskotek. Resztę sprzedaliśmy przed wyjazdem. Miałam dwie myśli po wprowadzeniu się do nowego mieszkania:

  1. Ustalić stałe miejsce dla każdej rzeczy (to bardzo ważne, często zwracam na to uwagę, ale też mocno tego pilnuję)
  2. Nie zagracić nowego mieszkania, nie gromadzić rzeczy, by nie musieć wszystkiego ze sobą zabierać.

Te dwa punkty sprawiły, że naprawdę minimalistycznie podeszliśmy do swoich zakupów. Do mieszkania kupiliśmy tylko nowy materac dla Oli i biurko do komputera. Jasne, że “przydałoby” nam się milion innych rzeczy, ale uznaliśmy, że to wszystko zaczeka. Konieczne i absolutnie niezbędne były wyłącznie te dwie rzeczy. Przy okazji to doświadczenie nauczyło mnie jak ważne jest to by mieć właściwe osoby przy sobie. Mój Mąż ma dokładnie takie samo podejście do minimalizmu jak ja. Docenia małą ilość rzeczy, lubi przedmioty wielokrotnego użycia, pilnuje naszych finansów i dba o to by nie zagracać mieszkania. Nie wyobrażam sobie mieszkania z kimś, kto w tak ważnych kwestiach różniłby się ode mnie.

Przeprowadzka bardzo mocno utwierdziła mnie w tym, że fizyczne posiadanie rzeczy to problem. Przewiezienie wszystkich papierowych książek było w moim odczuciu awykonalne. Głęboko żałowałam, że nie mogłam zabrać ich elektronicznej wersji ze sobą. To samo ze zdjęciami. Albumy zostały u rodziców. Mamy na komputerze ich cyfrową wersję i jestem naprawdę szczęśliwa, że nie musiałam wybierać: zabrać je ze sobą czy stracić na wiele miesięcy.

Te same pustki, co w Warszawie…

Małe nawyki i rytuały

Wiesz, czego mi zabrakło jak tylko zbudowałam swoją codzienność i nowe życie? Wieczorów tylko dla siebie. Ola przesunęła moment pójścia spać na 22.00… Dla mnie to ostatni moment przytomności, sama kładę się chwilę później więc automatycznie czas dla siebie mi się skrócił. Ale też zabrakło mi filiżanki jaśminowej herbaty. Znalazłam zieloną cytrynową, ale to nie do końca to… Wciąż szukam tej właściwej. I właściwych kombinacji przypraw, które wcześniej tak bardzo smakowały mi na kanapce. Bardzo uważnie chwytam takie momenty, kiedy czuję, że coś mi nie pasuje i zastanawiam się o co chodzi. Co to takiego? Czemu mi to przeszkadza? Odnajduję ten rytuał lub nawyk i powoli uzupełniam nim swoją codzienność. Wiem już, że te rzeczy są dla mnie ważne.

Nowa sytuacja = nowe życie i możliwości

Jeśli przyjdziesz do mnie i powiesz: “rozwodzę się i nie wiem, co zrobić by jakoś zapanować nad swoim życiem” udzielę ci takiej rady:

  • Zacznij od tego, co znasz. Jak najszybciej wprowadź stałe elementy do rutyny dnia. I mówię tu o nawykach, które lubiłaś przed zmianą. Jeśli ćwiczyłaś 3 razy w tygodniu to wróć do ćwiczeń, nawet w zmniejszonej dawce.
  • Jeśli chciałaś się pozbyć jakiegoś nawyku to masz dużą szansę, że to się uda. Nie próbuj go odnawiać za wszelką cenę. Zobacz jak ci jest bez niego.
  • Zobacz, czego ci brakuje. To są bardzo ważne rzeczy! Obserwuj siebie, posłuchaj siebie: co chcesz zrobić w chwili wytchnienia, po co sięgnąć, czego spróbować? Notuj i spróbuj przywrócić te drobne działania do swojej codzienności.
  • Wpleć nowe cele w rutynę dnia. Jeśli nie dokonasz rewolucji z dnia na dzień i nie przesadzisz to Twój mózg przyjmie je bez buntu.
  • I pamiętaj: nie wszystko da się zmienić. Nie każdy nawyk można wprowadzić (szczególnie przy noworodku) i nie zawsze jest to zależne od nas. (Szef, partner, nowy współlokator może nam pokrzyżować plany ;)). Rób tyle, ile możesz i odpuszczaj tam, gdzie się nie da.
Jest i rodzinne selfie po 34 godzinnej podróży.

Pamiętaj: nowa sytuacja kryje w sobie ZAWSZE jakieś możliwości. To nowy scenariusz, który właśnie piszesz. Jak bardzo patetycznie to nie zabrzmi: od Ciebie zależy czy pozwolisz, by życie wymknęło ci się z rąk. Bo albo pozwolisz by zbudowało bez Twojego wpływu albo podąży dokładnie w tym kierunku, w którym TY tego chcesz. Mało kto lubi zmiany, a przecież życie składa się wyłącznie z nich! Więc zamiast bić się z nim jak z koniem przyjmij je z jego ograniczeniami i działaj. Tyle, ile możesz. Krok po kroku. Powoli, ale do przodu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *