Po co Ci czas? Czy na pewno go potrzebujesz?

No jasne, że tak! – odpowiesz. – Mam tyle rzeczy do zrobienia!!! Wciąż chodzę zmęczona, chciałabym odpocząć, zapisałabym się w końcu na siłownię, zaczęła przygodę z językiem obcym, może spróbowałabym malarstwa! Jest tyle rzeczy, które mogłabym zrobić, gdybym tylko miała czas… – wymieniasz na jednym oddechu kwitując w powagą. A co jak Ci powiem, że tak naprawdę nie chcesz mieć czasu..?

Mit braku czasu.

Rozprawiłam się z nim w tym wpisie. Szybciutko przypomnę: marnujesz czas na rzeczy mało istotne. Niedoszacowujesz czasu, który na nie przeznaczasz i źle planujesz swoje zadania, przez co nie realizujesz ich do końca. Przykład: telewizja. Sam fakt, że włączony odbiornik leci w tle, kiedy robisz inne rzeczy sprawia tak naprawdę, że robisz kilka rzeczy na raz. Masz poczucie zagubienia, wolniej wykonujesz inne czynności, trudniej Ci się skupić. Dlaczego niedoszacowujesz? Badania wykazały, że deklarując 2 godziny oglądania telewizji dziennie nie doliczamy kolejnych 2, które lecą właśnie “w tle”. Te 4 godziny dziennie, z czego 2, które Ci zakłócają wykonywanie zadań to właśnie czas, który możesz przeznaczyć na realizację celów.

Ale ale, co z tym czasem?

No właśnie, czy na pewno czas jest Ci potrzebny? Nie oceniam na co go przeznaczysz, ale z moich obserwacji wynika, że wiele osób nie korzysta z niego efektywnie. Najczęściej kiedy zyskujemy już odrobinę czasu marnujemy go na rzeczy, które możemy sobie spokojnie wpisać w stały plan dnia. To powoduje, że ten czas mija, Ty wykonujesz jakąś miłą, przyjemną aktywność i masz poczucie zmarnowania czasu. Podam Ci przykład: masz 30 minut, bo ktoś odwołał rozmowę telefoniczną i szukasz zadania do wykonania. Zamiast zająć się czymś, co przybliży Cię do realizacji jakiegoś celu, np. napisania pracy magisterskiej, krótkiej sesji jogi, nauki języka obcego, stworzenia szkicu wpisu na bloga zajmujesz się czymś co możesz zrobić później, np. poczytać książkę.

Ten czas mija a Ty masz wrażenie, że znowu nic ważnego dziś nie zrobiłaś. Wiem, co powiesz: to tylko 30 minut i w sumie masz prawo przeczytać książkę, bo byłaś zmęczona i to taki odpoczynek, a Ty go potrzebujesz. Spoko, rozumiem. Powtarzam: to Twoja sprawa co robisz z czasem. Tylko jak się przyjrzysz swojemu tygodniowi to się okażę, że czytasz jeszcze wieczorem przed snem i w trakcie drzemki syna. I że doskonale wiesz, że mogłaś to zrobić w innym momencie.

Czemu to sobie robimy?

Dlaczego nie chcemy mieć czasu?

Ani z niego korzystać?

Po pierwsze: bo, gdyby się okazało, że mam czas osiągnąć te wszystkie plany i marzenia o których myślę od dawna to musiałabym je w końcu zacząć realizować.

A mi się naprawdę nie chce. Oczywiście, marzę o napisaniu książki i super byłoby ją wydać, ale to też takie piękne marzenie…

Czasami boimy się też, że mimo włożonego w coś wysiłku nie uda się tej rzeczy osiągnąć. Tak może być, ale najczęściej jednak życie pokazuje, że jest to kwestia wytrwałości. Cele, które sobie stawiamy nie zawsze są łatwe. Ale w moim odczuciu skoro już je sobie wyznaczyliśmy to znak, że powinniśmy je chociaż spróbować zrealizować. Nie uda się? To trudno, ale chociaż próbowaliśmy. W większości przypadków to kwestia konsekwencji i nieustannego działania.

Po drugie: nagle miałabyś czas żeby odpocząć. A Ty wcale nie chcesz odpoczywać.

Czemu? Bo Twoja mama, babcia, ciocia, stryjeczna sąsiadka prababci nie odpoczywały. W domu jest zawsze coś do zrobienia – mawia moja Mama. A ja odpowiadam: ale to nie oznacza, że mam rzucać wszystko i lecieć to robić. Zrobię jak uznam, że jest to ważne i tego akurat potrzebuję. Ja nie odpoczywam wtedy, kiedy odhaczę wszystkie punkty z listy tylko wtedy, kiedy moje ciało tego potrzebuje. Jestem gotowa poświęcić wieczór jeśli muszę odespać ciężki ranek. Bez żalu, że to przecież chwila dla Męża czy dla siebie samej. Dbam o swoje ciało, troszczę się o nie, nie zajeżdżam się.

Po pierwsze: polecam Ci mieć priorytety, bo wtedy wiesz co jest ważne a po drugie: polecam Ci stały plan tygodnia. Bo wtedy wiesz, że nie musisz rzucać wszystkiego i robić prania, bo zrobisz je np. za 2 dni. Bo wtedy masz na nie czas i ten, który Ci akurat dziś został możesz wykorzystać na odpoczynek właśnie. Albo naukę włoskiego. Albo patrzenie w sufit. Również polecam, mocno wycisza:)

Po trzecie: inni tak nie robią!

Oni nie stosują tych wszystkich metod, które pozwalają zyskać czas. Co ja im powiem? I co gorsza: co zrobię jak mnie skrytykują?

Wiesz, że można składać pranie tak by wyschło proste, niewymagające użycia żelazka? Tylko, że wszyscy raczej prasują. Ubrania, pościel, zasłonki. Wiesz, co by było jakby się dowiedzieli, że Ty tego nie robisz? Myślę, że wiesz i dlatego jednak to robisz chociaż tego nienawidzisz. Nie chcesz, znasz łatwiejsze metody, wiesz, że możesz zaoszczędzić dużo czasu a i tak decydujesz się na prasowanie. Często dla świętego spokoju. Bo wypada pokazać jak bardzo się zajeżdżasz.

Wychodzę z założenia, że i tak mnie skrytykują. Właściwie to od zawsze mam mocno kreatywne podejście do życia. Rozwiązuję problemy szybko i twórczo. Mój mózg już się nauczył wyszukiwać takie rozwiązania. “Ale tak się nie robi” – często słyszałam w odpowiedzi na to, co zrobiłam. Nawet jeśli efekt był ten sam spotykałam się z zanegowaniem mojej metody. W takich sytuacjach wiem, bo też tego nauczyła mnie psychologia, że jesteśmy konformistami. To nam pozwoliło przetrwać. Robimy to, co robią wszyscy. Odstępstwo może się spotkać z ostracyzmem – tak ma właśnie człowiek, istota społeczna.

Ale to, że tak jest nie oznacza, że tak musisz robić. Gotuj dziecku obiady raz na 2 dni. Będą tak samo zdrowe jak codziennie przygotowywane posiłki. Nie piecz chleba, jeśli nie chcesz marnować na to czasu. Ani nie rób przetworów. Chyba, że chcesz i to lubisz. Wtedy na pewno znajdziesz na nie miejsce w swoim grafiku.

Nie wstydź się, że jesteś sprytniejsza. Przestań czuć się gorsza, bo zrobiłaś sobie drzemkę razem ze swoim dzieckiem a tu “tyle w domu do zrobienia”. I zamiast stosować jedną ze standardowych wymówek odpowiedz sobie szczerze: dlaczego nie chcesz mieć więcej czasu?

Dodaj komentarz