co-planuje-w-roku-2020
Zdrowe nawyki

Lekcje roku 2019 i cele na 2020.

W tym roku zaszalałam i wybrałam sobie AŻ dwa słowa: egoizm i odwaga. Dlaczego takie? Myślę też, że ten rok nauczył mnie kilku bardzo ważnych rzeczy. (Tak swoją drogą to trochę żałuję, że nie nauczyło mnie tego wcześniej życie.) Mam 33 lata i dopiero teraz odkrywam zasady, którymi powinnam się kierować od dawna – kierować zamiast tylko „znać”. I jestem pewna, że cię wcale nie zaskoczę – ty też je na pewno znasz. Tylko pytanie czy się nimi szczerze kierujesz? Czego nauczył mnie rok 2019? I jakie cele chcę zrealizować w 2020? Zapraszam.

Ty też wybierz sobie słowa na nowy rok.

Lekcje roku 2019.

To był trudny rok. Dużo działań, dużo pracy, mnóstwo niesamowitych doświadczeń wyniesionych z prowadzenia firmy, bloga i wychowywania dziecka. Odkąd Ola skończyła rok (a to ma miejsce tuż przy okazji nowego roku) jej rozwój przyspieszył a wraz z nim nasze zaangażowanie w ten proces. Z jednej strony mam wrażenie, że ciągle stoję w rozkroku pomiędzy różnymi rzeczami a z drugiej już się pogodziłam z tym, że coś odbywa się zawsze kosztem czegoś.

Jak się nie wyśpię – nie będę mieć energii do działania. Brak energii = więcej pracy włożonej w pracę zarobkową = gorsze efekty = dodatkowo włożony czas i znowu mniej spania. Itd. błędne koło się zamyka. W tym roku bardzo dużo działałam w zgodzie ze swoim rytmem – chciałam spać to szłam spać. Chciałam jeść – to jadłam. Chciałam czytać – to czytałam. Oczywiście nie jest tak, że rzucałam wszystko, bo przy dziecku się nie da, ale bardzo pilnowałam tego by działać w zgodzie ze sobą i to się opłaciło. Czuję, że udało mi się zbudować równowagę w moim życiu pomiędzy rzeczami, które są dla mnie ważne.

Myślę też, że ten rok nauczył mnie kilku bardzo ważnych rzeczy. Tak swoją drogą to trochę żałuję, że nie nauczyło mnie tego wcześniej życie. Mam 33 lata i dopiero teraz odkrywam zasady, którymi powinnam się kierować od dawna – kierować zamiast tylko „znać”. I jestem pewna, że cię wcale nie zaskoczę – ty też je na pewno znasz. Tylko pytanie czy się nimi szczerze kierujesz?

Po pierwsze: nie dawać trzeciej szansy.

Kiedyś usłyszałam, że każdemu należy się druga szansa. Druga – ale już nie trzecia, bo jeżeli ktoś zdradził Cię drugi raz to zdradzi i trzeci. Dana rzecz może wydarzyć się raz w życiu i już nigdy więcej albo… powtarzać się ciągle. (O matko, to chyba powiedział Coelho :D) Więc w tym momencie są w moim życiu osoby, którym mówię STOP. Wystawiam dłoń Buddy (znacie ją pewnie, to taki znany symbol, który tak naprawdę oznacza zatrzymaniu w chwili, skupienie na tu i teraz, czyli raczej mindfulness) – bo idealnie mi się tu kojarzy.

I ta szansa tyczy się zarówno tego, czym się z kimś dzielę i ktoś wykorzystuje przeciwko mnie jak również tego jak mnie traktuje. Chyba jestem już za duża by na pewne rzeczy przymykać oko. Albo zwyczajnie przestało mi się chcieć.

Tian Tan Buddha Lantau Island Hong Kong

Po drugie: słuchać swojego wewnętrznego głosu.

Też masz te wyjątkowe przeczucia, które się sprawdzają? Kiedy doskonale wiedziałaś, że nie powinnaś czegoś robić? Że coś w środku ci podpowiadało: nie idź za tym, nie rób tego? Albo wręcz przeciwnie: zrób to! Wszyscy mamy intuicję – mniej lub bardziej rozwiniętą. Intuicja to nic innego jak nasza inteligencja – wewnętrzny proces, który poddaje analizie wszystkie sygnały i na ich podstawie buduje wskazówki.

W książce Atomowe nawyki (autor: J. Clear) pojawia się przykład w którym pielęgniarka tylko patrząc na twarz swojego wujka była w stanie stwierdzić, że musi natychmiast jechać do szpitala. Uratowała mu życie, bo jak się okazało, za parę godzin miał przejść zawał. Odczytała to z wyglądu twarzy, chociaż nie wiedziała, co takiego dokładnie kazało jej wyciągnąć takie wnioski. Tak właśnie działa intuicja. Zbiera w całość to, co podświadome, wszystkie znaki, sygnały, przesłanki i podpowiada ci, co należy zrobić.

Mam świetną intuicję. Bardzo dobrze „czytam” ludzi, ale wielokrotnie ignoruję to, co moja podświadomość mi podpowiada w myśl jakichś zasad. Np. mimo, że wiem, że spotkanie z daną osobą będzie dla mnie ciężkie to decyduję się na nie, bo tak „wypada” albo nie chcę komuś sprawiać przykrości. I z jednej strony można powiedzieć, że się nastawiam, ale z drugiej: to nie ma znaczenia, jeśli wychodzę z tego spotkania wypruta emocjonalnie, zmęczona, toksyczna i pełna żalu. Później dochodzę do siebie całymi dniami. I czas pójść za tymi odczuciami – słuchać intuicji.

Po trzecie: niezależnie od tego, co zrobię niektóre osoby będą mnie postrzegać przez pryzmat siebie. ZAWSZE.

I na to nie wpłynę niezależnie od tego, co zrobię. Mogę robić prezenty, zaskakiwać wiadomościami, wysyłać miłe zdjęcia, wypytywać z zainteresowaniem co słychać, dzwonić, umawiać spotkania – a ktoś, kto ma inne intencje i tak powie, że buduję dystans i odsuwam się ucinając kontakt. Ktoś inny, kto cały czas kłamie będzie przenosić te kłamstwa na mnie, sądzić, że oszukuję i zatajam połowę informacji, bo on ma takie zwyczaje w naturze.

Ostatnio przeczytałam bardzo fajne zdanie: takie rzeczy są jak grawitacja. Nie zmienisz grawitacji. Nie wygrasz z nią. To prawo, które nas dotyczy i nie nic na nie nie poradzimy. I ja doskonale rozumiem, że nie wygram z takimi osądami i ocenami. Każdy z nas widzi w innych SIEBIE. Swoje wady bardzo mocno dostrzegamy w drugiej osobie i przenosimy je na nią. Takie procesy psychologiczne to fakt – nazywają się przeniesieniem. To jest oczywiście bardzo przykre, że ludzie postrzegają nas w taki sposób, ale musimy pamiętać, że to wcale nie oznacza, że my tacy w rzeczywistości jesteśmy. Po prostu ktoś nas tak postrzega. Jak to mówią: pogódź się z tym.

Ja wiem jedno: nie obchodzi mnie to, co i kto o mnie myśli, niech tylko się trzyma z tymi bzdurami z daleka i nie zatruwa mi życia. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, ale ma też obowiązek zatrzymać je dla siebie a nie strzępić jęzor na prawo i lewo. Dzielenie się nimi bez proszenia to zwykłe wpierda*actwo w cudze życie. Przepraszam za epitet.

Z tych trzech małych lekcji wynikają moje plany na przyszły rok.

Co zamierzam zrobić w 2020 roku?

Po pierwsze: wyprowadzić się.

Znasz to powiedzenie: jak Ci się nie podoba to sobie zmień? Ja zawsze zmieniam. Słyszałam je setki razy, również od najbliższych. I przyszedł czas by zrobić coś z miejscem zamieszkania, które przestało mi się podobać. Pierwszy kwartał to budowanie życia w nowym miejscu. Powiem tylko: trzymaj kciuki ;) Pewnie więcej będę pokazywać na instagramie, ale nic nie mogę obiecać.

Po drugie: pisać, malować, tworzyć, robić zdjęcia.

Wróciłam ostatnio do wszystkich ulubionych form wyrażania siebie. Znowu zaczęłam rysować i bawić się farbami. Chcę by ten rok był czasem swobodnego „wyrażania siebie”i kreatywności – jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Traktuję w ten sposób również bloga (bardzo lubię pisać) ale ze względu na poruszaną tu tematykę nie zawsze jest to odpowiednie miejsce na moje uzewnętrznienia. Dlatego znowu zaczęłam prowadzić dziennik. Wychodzi z tego niezły misz-masz. Chciałabym też by wyjazd, na który się zdecydowaliśmy pozwolił mi rozwijać swoje umiejętności – również te fotograficzne. Nie mam ściśle określonego celu artystycznego – chcę po prostu tworzyć.

Po trzecie: minimalizm!

Nawet nie wiesz, jak się jaram na myśl o ograniczeniu liczby posiadanych rzeczy :) Robimy porządki od tygodnia, część rzeczy już wystawiłam na olx, część trafiło pod śmietnik (nie martw się, zniknęły w ciągu godziny) – plan na resztę również już jest. Książki, których nie sprzedam trafią do biblioteki. Kwiatki do mojej mamy, które je uwielbia, przydatne plastyczne rzeczy – do siostry maniaczki. Ubrań mam tak naprawdę mało, bo nie jestem jakąś wielką fanką a przez chęć zmiany garderoby nie kupiłam sobie nic nowego w ciągu ostatniego roku (a nie, jednak był 1 T-shirt ;)) A ponieważ nie wiemy dokąd nas nogi poniosą to nie planujemy za bardzo nowych rzeczy zbierać. W tej sytuacji żałuję jednego: że tak niewiele książek jest w wersji elektronicznej.

Po czwarte: język.

Wyjazd ma być idealną okazją do tego by podszlifować swoje umiejętności. Ale też z tyłu głowy mam taką myśl, że chciałabym żeby Ola zaczęła w naturalny sposób uczyć się tego drugiego języka. Nie jest to jakiś wielki cel, ale fajnie by było, gdyby udało się go zrealizować przy okazji.

Po piąte: odwaga i egoizm.

Wspomniałam o tym na samym początku, ale chciałabym by ten rok upłynął mi właśnie pod tymi dwoma hasłami. Chcę podejmować śmiałe, szalone decyzje i robić to z odwagą. A przy tym w tych najważniejszych decyzjach brać pod uwagę swoje uczucia – swoje własne, a nie to, co powiedzą inni czy czego oczekują. Jestem ciekawa co się stanie, jak właśnie w tym kierunku pójdę.

Ostatnio doszliśmy z moim Mężem do wniosku, że wiele sytuacji w życiu to błędne koło. Dostosowujesz się do innych, naginasz siebie żeby byli zadowoleni a oni i tak nie są – bo wciąż chcieliby więcej albo żebyś zrobił dokładnie tak, jak oni chcą. Przykład: nie wystarczy, że przyjedziesz i jesteś u kogoś z wizytą. Musisz być „ileś konkretnych godzin” inaczej ta wizyta się nie liczy. I chociaż wydaje ci się, że wszyscy są w tej sytuacji zadowoleni to jest wręcz odwrotnie. Ty wolałbyś być gdzieś indziej, więc nie jesteś zadowolony a drugiej osobie się nie podoba, że nie jest w pełni tak, jak ona chce. Więc też nie jest zadowolona! Co trzeba zrobić? Zrób jak chcesz. Chociaż jedno z was będzie zadowolone :)

I tak rozumiem egoizm. W zgodzie ze sobą. Słuchając swojej intuicji i tego, co mówi serce.

Po szóste: dbanie o siebie

W ramach owego słynnego egoizmu chciałabym zrutynizować pewne nawyki i upewnić się, że są stałym elementem mojej codzienności. Pewnie będzie to jeszcze kwestia do której powrócę we wpisach, ale bardzo chciałabym zadbać o to by yoga twarzy (widzę efekty!) i szczotkowanie ciała na sucho szczotką weszły mi w krew. Od czasu do czasu odpuszczam sobie rytuały związane z pielęgnacją włosów a sądzę, że przy zimowej pogodzie nie należy ich zaniedbywać. Chciałabym też zrobić coś z moją praktyką jogi – wzmocnić ją i zwiększyć częstotliwość, może dodać trochę medytacji, bo brakuje mi tego elementu wyciszenia w codzienności. To wątek, który zasługuje na oddzielny wpis i z pewnością z czasem go poruszę. Mniej kiepskiego jedzenia i oczywiście większa aktywność powinny tu się również pojawić, ale nie chcę zapisywać nierealnych celów ;) Dbam o siebie, odżywiam się różnorodnie i lubię swoje krótkie kettleball’owe treningi – nie zamieniłabym ich na żadne fitnessy ;) Ale co kto lubi.

Nie masz pomysłu na cele na nowy rok? Zajrzyj do wpisu o planie 5-letnim. Gorąco ci go polecam :)