dla-dobra-dziecka
Dziecko

Mówię „nie” dla niej samej. Oto czego warto nauczyć swoje dziecko.

Mój Mąż podzielił się ze mną swoim zdumieniem. Nie wiedział za bardzo jak to zrobić, więc zaczął delikatnie: – Jestem zaskoczony, że tak definitywnie jej odmawiasz… – Ale, że w jakim sensie definitywnie? – zapytałam. – No, że się nie cackasz. Mi to by chyba serce pękło jakbym miał jej powiedzieć nie. – Skwitował w taki sposób, że w pierwszym momencie myślałam, że rozmawiamy o obdzieraniu jej ze skóry a nie odmowie czytania TERAZ bajek. – No cóż, mi nie pękło. Mówię jej nie, bo jak inaczej ma się tego nauczyć? A co zrobiła Ola? Poszła kroić plastelinę.

Dobra matka mówi nie.

Nie zliczę ile razy słyszałam, że jestem złą matką, bo powiedziałam, że teraz nie poczytam. Teraz nie poukładam klocków. Teraz nie mam ochoty na tą książkę. Nie wiem czemu zakładamy, że w momencie prośby dziecka mamy rzucać wszystko i stawać na rzęsach, bo ono akurat chce coś zrobić. Jasne, dobrze jest iść za pasjami malucha, reagować na nie żywo i wspierać w rozwoju. Ale trzeba też uczyć, że w życiu będzie taki moment, kiedy inni będą chcieli od nas bardzo wiele i często kosztem nas samych. Nie ma nic złego w powiedzeniu im wszystkim „nie”. Bo czemu miałoby być? Obrazi się na mnie. Ok, to się obrazi. To nie koniec świata. To zawsze jest decyzja tej osoby jak zareaguje na moje zachowanie.

Wiem czego chcę nauczyć swoje dziecko, bo sama nie byłam tego uczona i całe życie zbieram pokłosie doświadczeń wynikających z braku umiejętności stawiania własnych granic. I teraz mówię „nie” wprost – nawet 2-letniej dziewczynce i to tylko po to żeby ona też umiała powiedzieć „nie”. Dlaczego miałoby być w tym coś złego?

Nie to nie brak miłości!

Chyba tego boimy się najbardziej: że za tym „nie” stoi taki okrutny, zimny, odpychający brak uczuć. Bo jak powiedziałam „nie” teraz to nie powiem już nigdy TAK. I moja córka dostanie traumy, bo mama nie miała ochoty czytać po raz piąty tej samej książki. Powiedzmy sobie wprost: mówienie nie to nie jest znak braku miłości. To znak innej potrzeby. Ale tu i teraz a nie zawsze. Córka ma teraz potrzebę czytania. Ja mam teraz potrzebę rysowania, którą mogę jej w to miejsce zaproponować. Znajdźmy konsensus. Czy to musi być po raz 15-ty ta sama układanka?

To nie jest przecież tak i NIKT MI TEGO NIE WMÓWI, że nie liczę się z potrzebami mojego dziecka, bo się liczę. Wciąż analizuję – pewnie nawet za dużo – wciąż obserwuję, wyciągam wnioski na podstawie min, sprawdzam temperaturę, podsuwam przekąski, sprawdzam czy oby na pewno jest szczęśliwa. CIĄGLE. Tego nie wyplenisz, to masz we krwi jako matka. Ale też wiem sama po sobie, że nie będę w pełni sobą jeśli mam sięgnąć po coś czego nie lubię. Nie będę się zmuszać dla dziecka, bo wyjdzie ze mnie potwór. Nie będę czytać, kiedy muszę na chwilę odpocząć. Mam i znam swoje priorytety! Ona też ma prawo odsapnąć. Ona też ma prawo do kilku minut samodzielnej zabawy.

<script async="" custom-element="amp-ad" src="https://cdn.ampproject.org/v0/amp-ad-0.1.js"></script>

Daj jej siłę, podaruj jej prezent w postaci „nie”.

Dlaczego akurat jej? Bo jakoś mężczyznom łatwiej. Oni mówią „nie” i jest ok, nikt pretensji nie ma. Ona powie „nie” i zaraz słyszy, że jest złą dziewczynką (a później złą matką). Pamiętam wielokrotnie, że ile razy zdarzyło mi się powiedzieć „nie” byłam o to upominana. Raz nawet musiałam za to przeprosić. „Tak nie wypada… tak nie powinnaś. Tak się nie robi!” Nie mogę powiedzieć żeby to się różniło od tego, czego uczono moje koleżanki. Takie czasy, taki brak wiedzy. Nie będę teraz ciskać o to gromami. Wiem natomiast, bo widzę po swoim życiu, że nic to nie wniosło. Nic mi nie dało.

Nie mówiłam „nie” i postępowałam wbrew sobie. Przez to wielokrotnie brałam na siebie za dużo i czułam zmęczenie, rozdrażnienie a nawet gniew.

Nie mówiłam „nie” i deptano moje granice. Oddawałam siebie innym ludziom zamiast poświęcić ten czas bliskim i ważnym dla mnie.

Nie mówiłam „nie” a i tak słyszałam, że robię za mało, niewiele z siebie daję, powinnam więcej a na koniec to i tak moja wina.

A może gdybym powiedziała „nie” to skończyłyby się szantaże emocjonalne? I toksyczne relacje zostałyby ucięte dużo wcześniej?

A może ktoś wycofałby się wiedząc, że nic u mnie nie ugra uszczęśliwiając przynajmniej mnie jedną.

Pomyśl o swoim dziecku. Naucz je mówić „nie” bez wyrzutów sumienia. To najlepsze, co możesz dla niego zrobić.