wizja-konca-a-planowanie-mozna-prosciej
Można prościej

Zaczynaj z wizją końca.

Jaki cel jest najtrudniej osiągnąć? Bliżej nieokreślony. To nie zawsze jest tak, że cele które sobie zakładamy są szalenie trudne. Czasami trudne jest uzmysłowienie sobie, co tak naprawdę za nimi stoi.

Co się kryje za końcem?

Jednym z nawyków pojawiających się w książce „7 nawyków szczęśliwej rodziny” (S. Covey) jest zaczynanie z wizją końca. Dlaczego? Bo wiedząc, co chcemy osiągnąć zyskujemy motywację do działania – to po pierwsze. A po drugie: analizujemy, co za danymi rezultatami stoi. Bo bogactwo brzmi fajnie, ale samo w sobie jest średnim celem. Ilu tysięcy zarobków potrzebuję by czuć się bogato? 5 tysięcy? 7? 10??? Nauka języka też jest mocno ogólna. Umieć francuski brzmi fajnie, tylko czemu ma służyć? (Mówię trochę o tym w moim podcaście, możesz posłuchać o tutaj) Świetna kondycja? Jestem za, ale co to właściwie oznacza? Że dobiegnę do autobusu bez problemów z oddechem czy że będę w stanie brać udział w biegu na 10 km?

Rezultat przekłada się na działania.

Każdy proces planowania powinniśmy zacząć od końca. Byłam kiedyś na strasznie nudnym szkoleniu, które nauczyło mnie jednej kluczowej rzeczy: że wyznaczenie daty końcowej dla realizacji projektu powinno mieć miejsce tydzień przed oddaniem projektu. Dlaczego? By mieć czas na poprawki i ewentualne obsuwy czasowe. Czyli projekt zaczynamy od określenia jego końca. Już myślenie o końcu pozwala zastanowić się nad etapami, które będą miały w nim miejsce. Pozwala też określić priorytety, czyli wszystko co ważne by ten cel osiągnąć. Swoją drogą sama wielokrotnie przekonałam się, że nie zawsze mój cel staje się moim priorytetem. (Pisałam już o tym tutaj.)

Mamy cel, mamy priorytety, co dalej?

Samo myślenie nad rezultatem powinno skłonić nas do myślenia o krokach i strategiach działania. Mówiąc krótko: co będę robić, by ten cel osiągnąć?

Zawsze zanim rzucę się do działania najpierw głęboko zastanawiam się czym jest dany cel. Czy zdrowe ciało oznacza dla mnie regularnie ćwiczenia czy może zrzucenie paru kilogramów? Czy to cotygodniowe treningi czy raczej możliwość zrobienia szpagatu? Jak już sobie określę to najczęściej dochodzę do wniosku, że chciałabym by była to pewnego rodzaju rutyna. Bo nie chodzi mi o to by rzucić ćwiczenia po miesiącu tylko ćwiczyć już tak na zawsze, do końca życia. A to się przekłada na znalezienie czasu w ciągu tygodnia i wpisanie aktywności fizycznej w stały plan. (Więcej o tym poczytasz tutaj.)

Ale cele są różne. Dla kogoś to może być nauczenie się języka francuskiego. Tylko co za tym stoi? Zrobienie certyfikatu czy porozumienie się z Francuzem w paryskiej restauracji? A jeśli to drugie to może zamiast wkuwać przez rok i wciąż być niezadowolonym z efektów wystarczy nauczyć się podstawowych zwrotów? Temu ma służyć właśnie zastanowienie się nad celem: określenie czym on jest i czego wymaga.

Wiedza, strategia, cel.

Sama wiedza, czyli świadomość, co chcę osiągnąć i jakie kroki muszę wykonać, by osiągnąć swój cel to jakieś 80% sukcesu. Mam wrażenie, że często jesteśmy zagubieni w swoich celach. Mylimy je z wyobrażeniami o fajnym życiu. Szukamy i wciąż nie jesteśmy pewni – ani jak działać i czy to na pewno to powinniśmy robić. A na koniec tracimy czas, w którym moglibyśmy z powodzeniem swój cel zrealizować. Robimy dużo, właściwie nawet bardzo dużo, ale brak planu prowadzi nas donikąd. Bo codziennie mogę mieć na liście rzeczy do zrobienia odhaczonych 30 pozycji tylko jakie to ma znaczenie, jeśli żadna z nich nie przybliżyła mnie do celu?

Pomyśl nad swoimi celami, ale i marzeniami. Wyobraź sobie jak je realizujesz. Jakich kroków wymagają? Czy przynajmniej raz w tygodniu odhaczasz ze swojej listy rzeczy do zrobienia tą jedną małą rzecz, która przybliża Cię do celu?