balagan
Można prościej

Bałagan aspirujący – kim chcesz zostać? I dlaczego to trzymasz?

Wyjazd do Wielkiej Brytanii zmusił mnie do generalnych porządków. Spakowałam cały swój dobytek, to, co nie było mi potrzebne sprzedałam, a to co absolutnie niezbędne zabrałam ze sobą. Robiąc porządki trafiłam na kilka rzeczy, które skłoniły mnie do refleksji. Miałam problem by się z nimi rozstać, bo były nieodłącznie związane z wizją tego, kim chciałam zostać. Z moimi marzeniami, oczekiwaniami i pragnieniami dotyczącymi mnie w niedalekiej przyszłości. Rozprawiłam się z nimi skutecznie chociaż nie było łatwo, bo byłam pewna, że jeszcze ich użyję. Sprawdź, które z tych przedmiotów zalegają u ciebie i zrób z nimi porządek. Bałagan aspirujący to nasz najgorszy wróg.

Bałagan aspirujący – o co chodzi?

To taka ładna nazwa, którą spotkałam wielokrotnie w książkach o minimalizmie. (Pisała o nim m.in. Gretchen Rubin w książce Projekt Szczęśliwy Dom.) To wszystkie te przedmioty, które trzymasz wierząc, że ich użyjesz a wiążą się z Twoją wizją Ciebie. Czyli np. sukienki, które kupujesz, bo wierzysz, że kiedyś schudniesz. Albo książki, które koniecznie chcesz przeczytać, ale zalegają na półkach, bo jak tylko na nie spojrzysz to wiesz, że zostały kupione z myślą o przeczytaniu. I mijają kolejne miesiące a one ciągle tam leżą. Uwaga: nie myl ich z kategorią przedmiotów: „przyda się” chociaż to też argument, żeby je zatrzymać.

Książki - sprawdź na Ceneo.pl

Istota problemu

Wszystkie te przedmioty bardzo ciężko wyrzucić, bo reprezentują jakiś obraz nas samych – najczęściej ten wyidealizowany, taki który ładnie wygląda w naszej głowie. Bardzo często te przedmioty pojawiają się w domu pod wpływem spontanicznych zakupów. To rzeczy, kupione pod wpływem impulsu, bo np. była promocja na matę do jogi a ty wciąż „zaczynasz” ćwiczyć i jesteś pewien, że jak już będziesz mieć tą matę to na pewno zaczniesz. A mata leży w kącie i tylko przypomina, że OCZYWIŚCIE ŻE BĘDZIESZ ĆWICZYĆ, ALE „od jutra” (jedna z najlepszych wymówek;))

Nie przeczę, że są sytuacje w których takie przedmioty motywują. Czytałam kiedyś o diecie związanej z wymarzoną sukienką. Polegała na tym, że trzeba było kupić 2 rozmiary mniejszą sukienkę niż obecny rozmiar i zastosować zasady zdrowego odżywiania. To była metoda małych kroków. Zmieszczenie się w ten mniejszy rozmiar sukienki skutkowało zakupem kolejnej, znowu 2 rozmiary mniejszej. Itd, itd. aż do wymarzonej wagi. Podobno działało. Pewnie w niektórych przypadkach ma to sens. Ale co zrobić by dane rzeczy nie zalegały?

Pozbądź się bałaganu aspirującego

Nie ma nic złego w testowaniu przedmiotów. W kupieniu żeby zobaczyć, czy to w ogóle ma sens, czy będę z tego korzystać i czy sprawia mi to przyjemność. Przecież nie zawsze jesteśmy w stanie bez testowania sprawdzić czy daną rzecz lubimy (a próbować nowych rzeczy warto!) Ale trwanie w złudnym przekonaniu, że kiedyś zacznę w momencie, gdy minęło 5 lat od zakupu jest zwykłym samooszukiwaniem.

Ustal czas – wyznacz deadline

Serio. Potraktuj to bardzo poważnie. Jeśli tego nie ustalisz to wciąż będziesz przekładać daną rzecz z półki na półkę i wierzyć, że kiedyś jej użyjesz. Kupujesz nowy notes do prowadzenia Bullet Journal? Daj sobie tydzień. Poświęć wieczór na to by stworzyć swoją tygodniową rozpiskę. A później po prostu to zrób. Jeśli będziesz to odkładać wierząc, że nadejdzie lepszy moment to pewnie nigdy tego nie użyjesz.

Czas minął i co dalej?

Weź daną rzecz do ręki (jak Marie Kondo ;)) i zastanów się, czemu ją kupiłaś. Czy chciałaś zostać malarką? Nauczyć się drugiego języka? Zacząć przygodę z fotografią? Oceń szczerze, o co ci chodziło. To naprawdę ważne, by poświęcić chwilę na analizę CO STAŁO ZA TYM PRZEDMIOTEM, JAKA WIZJA CIEBIE? Kupiłaś matę, ale tak naprawdę nie chodzi o jogę. Chodzi o elastyczność ciała, o bycie w ruchu, o sprawność. To może nie potrzebujesz do tego jogi tylko formy ruchu, którą lubisz? Joga fajnie wygląda? No to super, ale Ty jej nie ćwiczysz mimo deadlinu!

Tu masz 2 rozwiązania:
  • usiąść od razu i użyć danego przedmiotu (wyznaczyć sobie 3 dni – ale nie więcej na ich użycie!!!)
  • wyrzucić, oddać, sprzedać – warto odzyskać trochę pieniędzy żeby nie mieć poczucia, że zakup był całkowicie nietrafiony. Zwalnia to z wyrzutów sumienia z powodu wydanych pieniędzy.
https://www.instagram.com/p/CBh2KSZAIfD/

Jakie przedmioty znajdą się w bałaganie aspirującym?

  • I tu Cię zaskoczę: przedmioty polecone przez influencerów :D Tak, przedmioty, które kupiłaś z wizją, że chcesz być jak ta konkretna osoba. Stroje, książki, kursy – wszystko, co dana osoba reprezentuje, przeżyła i poleca. Kupujemy je, bo pragniemy określonej wizji życia, którą pokazuje dana postać na swoim blogu czy instagramie. Jeśli robisz to w pełni świadomie – to jest to ok, ale warto zdawać sobie sprawę z tego, że to często tylko gra i manipulacja.
  • Przedmioty związane z umiejętnościami: sprzęt techniczny (np. aparat fotograficzny, tablet do rysowania, laptop do pisania – „bo od jutra zostaję pisarzem i potrzebuję dobrego sprzętu”), ale też służące do rozwijania pasji np. maszyna do szycia, akwarele do malowania, zestaw cienkopisów i rastrów do rysowania komiksów, itd. Czyli wszystko to, czego potrzebujesz żeby zostać artystą. Zupełnie jakby kartka i ołówek nie wystarczyły do rozwijania swoich umiejętności rysowniczych/malarskich – musi być od razu drogi sprzęt.
  • Kursy i szkolenia, za które płacisz i których nie przerabiasz. O matko, ile ja wydałam pieniędzy na moje wizje. Kurs graficzny, kurs fotograficzny, książki, których przerobienie dawało konkretne umiejętności – jasne, poczytałam, przejrzałam, nie wykorzystałam. Plus jest taki, że nauczyłam się, że zanim zainwestuję w określoną wiedzę poświęcam mnóstwo czasu na zdobycie tej darmowej. Dopiero kiedy jestem absolutnie pewna czego chcę – inwestuję w określony kurs. I wracam do niego wielokrotnie!

Moje największe błędy?

Może niekoniecznie są wielkie, po prostu jest to akurat mój bałagan aspirujący :)

  • Gitara basowa. Bo wierzyłam, że nauczę się na niej grać. Bo granie na gitarze wydawało mi się fajne. Użyta 2 razy, sprezentowana bratanicy. Poszła w dobre ręce, uff!
  • Akwarele, które nieużywane zaschły. Czekały 2 lata aż znajdę czas, by nimi malować. To samo z pastelami… które po prostu zgubiłam… W ogóle przyrządy malarskie to u mnie oddzielna historia :P
  • Kurs z podstaw projektowania graficznego. Przerobiony (czytaj obejrzany) – kompletnie niewykorzystany. Po kilku lekcjach zrozumiałam, że fajnie by było, ale to nie dla mnie. Nie przerobiłam do końca, chociaż obiecywałam sobie przez rok, że to zrobię. Odpuściłam.
  • Książki z podstaw fotografii. Leżały w szafie 3 lata. Kocham fotografię, lubię pstrykać zdjęcia, ale wciąż nie ogarniam podstaw… Może kiedyś.
  • Gumy do ćwiczeń – oczywiście wierzyłam, że jak je kupię to będę na nich ćwiczyć. Leżały w szafie rok, użyte raz, przekonałam się, że nie przejdzie…
  • Różnorodne foremki do ciastek, bo postanowiłam sobie, że będę regularnie piec. Wyszło jak zawsze – używam standardowej, uniwersalnej blachy i jednej foremki do muffinków. A resztą bawi się Ola :D

Testuj, sprawdzaj, nie odkładaj na później. Wierz mi, to naprawdę ułatwia ;)